1. Minister finansów przedstawiał Andrzej Domański przedstawiał w ostatni czwartek projekt budżetu na 2026 rok w Kancelarii Premiera na tle hasła „Polska to 20. gospodarka świata”, w ten sposób, chyba nieświadomie, nawiązał do hasła Edwarda Gierka z początków lat 70. XX wieku „Polska 10. potęgą gospodarczą świata”. Już 10 lat później w latach 80. XX wieku, Polska okazała się krajem niewypłacalnym i trzeba było porozumień z Klubem Paryskim( wierzyciele państwowi) w 1991 roku, którzy zgodzili się umorzyć połowę długu i Klubem Londyńskim (wierzyciele prywatni) w 1984 roku, którzy także zgodzili się na umorzenie części długu, żeby nasz kraj był w stanie regulować swoje zadłużenie, którego ostatnie raty spłaciliśmy dopiero w 2012 roku. Prezentacja już 3. budżetu przez rząd Tuska z gigantycznym 270 mld zł deficytem, co w konsekwencji powoduje gwałtowny przyrost długu publicznego, niejako automatycznie, każe nawiązywać do tej sytuacji sprzed ponad 40 lat, ostrzegając przed możliwymi skutkami tej beztroski.

 

2. Przypomnijmy, że minister Domański przedstawił w czwartek budżet na 2026 rok z przewidywanym deficytem, wynoszącym „tylko” 271 mld zł, choć wszystko wskazuje na to, że deficyt ten został sztucznie zaniżony, po to aby propagandowo, był choć trochę niższy od tegorocznego ( ma wynieść 289 mld zł). Mimo tego sztucznego zaniżenia, deficyt ten stanowi blisko 1/3 planowanych wydatków budżetowych (planowane wydatki 919 mld zł ),co mówiąc prostym językiem oznacza, że w 2026 roku na każdy wydatek budżetowy, trzeba będzie pożyczyć przynajmniej 30% potrzebnych środków finansowych. O fikcyjności tego budżetu świadczą także dochody prognozowane na poziomie 647 mld zł, czyli zaledwie o 14 mld zł wyższe, niż te planowane na rok 2025, co przy założeniu 3,5% wzrostu PKB i 3% inflacji, sugeruje podtrzymanie istniejącego podczas rządów Platformy, politycznego przyzwolenia na niepłacenie podatków przez „bliskich i znajomych królika”.

 

3. Trzeba przy tym pamiętać, że przy tak wręcz zastanawiającym, niskim poziomie dochodów, zostało w nich zawarte około 11-12 mld zł dodatkowych wpływów z podwyżek podatków zaplanowanych przez rząd Tuska, w sytuacji kiedy prezydent Karol Nawrocki zapowiedział weto w stosunku do ustaw podwyższających podatki. Trzeba także przy tej okazji przypomnieć, że podobnymi „osiągnięciami” charakteryzuje się także budżet na 2025 rok, a jego realizacja po stronie dochodowej, idzie jak po grudzie i w związku z tym na jesieni można spodziewać jego nowelizacji, która będzie polegała, albo na powiększeniu deficytu, albo też na cięciach wydatków w IV kwartale tego roku. Zresztą już teraz, prezentując budżet na 2026 rok ,minister Domański przyznał się ,że dochody budżetowe w 2025 roku, będą niższe o około 30 mld zł i od tych planowanych w wysokości 633 mld zł ,wyniosą tylko 603 mld zł.

 

4. W konsekwencji suma deficytów z 3. budżetów przygotowanych przez rząd Tuska jest wręcz monstrualna, wynosi ponad 770 mld zł, na co złożyło się 211 mld zł deficytu zrealizowanego w 2024 roku, blisko 290 mld zł deficytu planowanego na rok 2025, który na jesieni może zostać jeszcze podwyższony i wreszcie ponad 271 mld zł deficytu w projekcie budżetu na rok 2026. Te gigantyczne deficyty w oczywisty sposób przekładają się na coroczne deficyty sektora rządowego i samorządowego, a te z kolei na wielkość długu publicznego, ten mierzony unijną metodą ESA 2010 tylko w 2024 roku, przyrósł aż 320 mld zł (łączny dług wyniósł 2 biliony 11 milionów zł). Z kolei w 2025 roku dług publiczny, mierzony metodą unijną, ma przyrosnąć o kolejne 356 mld zł ( do kwoty 2 biliony 356 miliardów złotych) , a w 2026 roku aż o 423 mld zł do kwoty 2 biliony 780 mld złotych.

 

5. A więc tylko przez 3 lata rząd Tuska zadłuży nas o dodatkowe przynajmniej o blisko 1 bilion 100 mld zł, a więc o ponad 330 mld zł więcej ,niż przez 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości i to w sytuacji kiedy nie doświadczamy takich szoków zewnętrznych jak pandemia Covid19, czy gwałtowny wzrost surowców energetycznych, wywołany przez Rosję na jesieni 2021 roku, a później agresją tego kraju na Ukrainę. Te przyprawiające wręcz o zawrót głowy sumy, oznaczają ,że momentu przejęcia rządów przez ekipę Tuska zadłużanie kraju odbywa się z szybkością pociągu ekspresowego, jeszcze w 2024 roku było to 900 mln zł dziennie , w tym roku już 1 mld zł dziennie, a w przyszłym wg prognozy rządu w tempie blisko 1,2 mld zł dziennie. Ministrowie Domański i Szłapka przedstawiając budżet na 2026 rok na tle hasła „Polska to 20. gospodarka świata”, chyba nie mieli świadomości ,że nawiązują wprost do epoki Gierka w tym doprowadzenia przez 10 lat do niewypłacalności naszego kraju, podczas gdy trzy budżety rządu Tuska, zadłużają nasz kraj, aż o 1 bilion 100 mld zł do astronomicznej sumy 2 bilionów 780 mld zł, czyli 66,8 % PKB, a więc aż o ponad 17 pp w stosunku do 2023 roku (49,6 % PKB). Nie ulega wątpliwości, że to rekord Europy , a kto wie czy nie rekord świata, jeżeli chodzi o tempo wzrostu zadłużenia w ciągu zaledwie 3 lat.

1. Wczoraj Rada Ministrów przyjęła projekt budżetu państwa na 2026 rok, teraz zostanie on skierowanych do miesięcznych konsultacji społecznych, tak aby po ich zakończeniu i ewentualnych poprawkach do 30 września, rząd mógł go przekazać do Sejmu. Rządząca koalicja pod przewodnictwem Tuska przedstawia już 3. z kolei budżet z wręcz gigantycznym deficytem, tym razem z deficytem który wyniósł „tylko” 271 mld zł, choć wszystko wskazuje na to ,że deficyt ten został sztucznie zaniżony, po to aby propagandowo był choć trochę niższy od tegorocznego ( ma wynieść 289 mld zł). Mimo tego sztucznego zaniżenia, deficyt ten stanowi blisko 1/3 planowanych wydatków budżetowych (planowane wydatki 919 mld zł ),co mówiąc prostym językiem oznacza, że w 2026 roku na każdy wydatek budżetowy, trzeba będzie pożyczyć przynajmniej 30% potrzebnych środków finansowych. O fikcyjności tego budżetu świadczą także dochody prognozowane na poziomie 447 mld zł, czyli zaledwie o 14 mld zł wyższe, niż te planowane na rok 2025, co przy założeniu 3,5% wzrostu PKB i 3% inflacji sugeruje podtrzymanie istniejącego podczas rządów Platformy, politycznego przyzwolenia na niepłacenie podatków przez „bliskich i znajomych królika”. Trzeba przy tym pamiętać, że przy tak niskim poziomie dochodów, zostało w nich zawarte około 12 mld zł dodatkowych wpływów z podwyżek podatków zaplanowanych przez rząd Tuska, w sytuacji kiedy prezydent Karol Nawrocki zapowiedział weto w stosunku do ustaw podwyższających podatki. Trzeba przy tej okazji przypomnieć, że podobnymi „osiągnięciami” charakteryzuje się także budżet na 2025 rok, a jego realizacja po stronie dochodowej, idzie jak po grudzie i w związku z tym na jesieni można spodziewać jego nowelizacji, która będzie polegała, albo na powiększeniu deficytu, albo też na cięciach wydatków w IV kwartale tego roku.

 

2. Suma deficytów z 3. budżetów przygotowanych przez rząd Tuska jest wręcz monstrualna, wynosi ponad 770 mld zł, na co złożyło się 211 mld zł deficytu zrealizowanego w 2024 roku, blisko 290 mld zł deficytu planowanego na rok 2025, który na jesieni może zostać jeszcze podwyższony i wreszcie ponad 270 mld zł deficytu w projekcie budżetu na rok 2026.Te gigantyczne deficyty w oczywisty sposób przekładają się na coroczne deficyty sektora rządowego i samorządowego, a te z kolei na wielkość długu publicznego, ten mierzony unijną metodą ESA2010 tylko w 2024 roku, wniósł aż 320 mld zł, wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie jeszcze wyższy ( po 7 miesiącach tylko dług Skarbu Państwa, wyniósł ponad 170 mld zł), a w 2026 roku przyrośnie przynajmniej o kolejne 270 mld zł. A więc tylko przez 3 lata rząd Tuska zadłuży nas o dodatkowe przynajmniej 800 mld zł, a więc o znacznie więcej niż pod 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości i to w sytuacji kiedy nie doświadczamy takich szoków zewnętrznych jak pandemia Covid19, czy gwałtowny wzrost surowców energetycznych, wywołany przez Rosję na jesieni 2021 roku, a później agresją tego kraju na Ukrainę.

 

3. O tym, że rząd Tuska ma poważne kłopoty z realizacja kolejnych budżetów państwa, świadczy sytuacja z 2024 roku, kiedy to minister Domański do września zapewniał ,że sytuacja budżetu państwa jest dobra, żeby pod koniec września przyjść do Sejmu z nowelizacją budżetu, w której przyznał się do braku aż 56 mld zł dochodów budżetowych i w konsekwencji propozycją podniesienia o tę kwotę deficytu budżetowego do 240 mld zł. Problemy na jeszcze większą skalę pojawiły się już po 7 miesiącach realizacji budżetu w 2025 roku, otóż wg komunikatu ministra finansów deficyt budżetowy wynosi już blisko 157 mld zł, w związku z tym jest on już blisko 2-krotnie wyższy, niż w całym roku 2023, ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości ( wtedy wyniósł 84,7 mld zł). Co więcej, gdyby wydatki budżetowe realizowane były zgodnie z planem (a zostały zrealizowane zaledwie na poziomie 51,1 deficyt ten wyniósłby po 7 miesiącach już ponad 220 mld zł, podczas gdy całoroczny deficyt został zaplanowany na poziomie 290 mld zł.

 

4. Jak wynika z tego komunikatu ministra finansów, dochody budżetowe zostały zrealizowane na poziomie blisko 314 mld zł, a więc zaledwie 49,6 % planowanych w sytuacji kiedy upływ czasu wyniósł ponad 58,3% (a więc dochody budżetowe są o blisko 9 pp, niższe niż upływ czasu). Z kolei wydatki zostały zrealizowane na poziomie ponad 470 mld zł, a więc tylko na poziomie 51,1% planowanych (a więc wydatki budżetowe były z kolei o 7,2 pp niższe, niż upływ czasu). W konsekwencji deficyt budżetowy, wyniósł jak już wspomniałem blisko 157 mld zł, a więc aż 54,5% planowanego ,ale gdyby zrealizowano wydatki budżetowe zgodnie z upływem czasu, wyniósłby wspomniane wyżej, ponad 220 mld zł. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że wprawdzie poziom realizacji zarówno dochodów jak i wydatków, często nie pokrywa się z upływem czasu w roku budżetowym, ale już teraz po upływie 7 miesięcy roku, widać wyraźnie, wręcz dramatycznie „rozjeżdżanie się” jednych i drugich. Wszystko wskazuje na to ,że w tym roku na jesieni konieczna będzie nowelizacja budżetu polegająca albo na podwyższeniu i tak już wysokiego wynoszącego 290 mld zł deficytu, albo też na poważnych cięciach wydatków budżetowych, bowiem już teraz minister przyznał się ,że brakuje mu przynajmniej 30 mld zł dochodów budżetowych.

 

5. Mimo tego, jak z wypowiedzi ministra Domańskiego po środowej Radzie Gabinetowej, nie dostrzega on żadnych problemów w finansach publicznych i twierdzi, że realizacja budżetu na 2025 rok, jego zdaniem, przebiega bez problemów. Dlatego przedkłada on mało realny projekt budżetu na na 2026 rok z wynoszącym już ponad 270mld zł deficytem, co po po 3 latach rządów ekipy Tuska spowoduje wzrost zadłużenia naszego kraju o blisko 800 mld zł, czyli o znacznie więcej niż w ciągu 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Ale 3. już z kolei budżet państwa rządu Tuska z tak astronomicznym deficytem, to prosta droga do katastrofy finansów publicznych i to w sytuacji kiedy nie dotykają nas żadne szoki zewnętrzne, takie jak w latach 2020-2023.

1. Wczorajsze posiedzenie Rady Gabinetowej, czyli posiedzenia Rady Ministrów pod przewodnictwem Prezydenta RP wprawdzie miało charakter niejawny, ale krótkie początkowe wystąpienia prezydenta Nawrockiego i premiera Tuska, miały miejsce jeszcze w części jawnej. Prezydent przypomniał, że solą demokracji jest wywiązywanie się z zobowiązań wyborczych i podkreślił ,że on od pierwszego dnia urzędowania, realizuje swoje 21 zobowiązań wyborczych, w związku z tym złożył już do laski marszałkowskiej 7 projektów ustaw, ale także zawetował 4 uchwalone przez Parlament ustawy, które były z tym programem sprzeczne. I stwierdził, że chciałby się dowiedzieć od rządzących, które z zobowiązań wyborczych Platformy z programu „100 konkretów na 100 dni rządzenia”, 10. obietnic wyborczych Trzeciej Drogi, a także programu wyborczego Lewicy, będą realizowane, a z których koalicja rządząca już zrezygnowała po 20 miesiącach funkcjonowania rządu. Przypomniał także, że dyskusja na Radzie powinna dotyczyć stanu finansów publicznych, strategicznych inwestycji rozwojowych (CPK, elektrownia atomowa), a także sytuacji w rolnictwie w kontekście umów handlowych UE -Mercosur i UE-Ukraina.

 

2. W części jawnej stworzono także możliwość zabrania głosu premierowi Tuskowi, co było gestem dobrej woli ze strony prezydenta, bowiem na poprzednich Radach Gabinetowych w obecności mediów, zabierał tylko Prezydent RP. Premier Tusk sprawiał wrażenie nieprzygotowanego do zabrania tego głosu, mówił dosyć chaotycznie, nie odpowiedział na zasadnicze pytanie prezydenta jeżeli chodzi o realizację zobowiązań wyborczych i tak się zapędził w swoich rozważaniach, że zszedł nawet na temat wiatraków i gdyby prezydent Nawrocki nie zwrócił mu uwagi, że agenda Rady jest ograniczona do 3. tematów, niechybnie powołałby się na autorytet Murańskiego, tak jak to zrobił w kampanii wyborczej w jednym z wywiadów w Polsat News. No i premier nie byłby premierem Tuskiem, żeby nie pochwalił się, nie swoimi sukcesami, a więc rekordowym wzrostem gospodarczym, rekordowo niską inflacją i rekordowo niskim bezrobociem, przy czym umiejętnie, premier „zapomniał” pochwalić się rekordowo wysokim deficytem budżetowym po 7 miesiącach tego roku, wynoszącym aż 157 mld zł i tak się składa, że w tym przypadku to w całości „zasługa” tego rządu.

 

3. Wzrost gospodarczy to przede wszystkim zasługa przedsiębiorców i ich pracowników, a struktura wzrostu PKB w 2024 roku i w dwóch pierwszych kwartałach tego roku potwierdza, że ten wzrost powoduje głównie konsumpcja, podczas gdy inwestycje mają symboliczny wpływ na ten wzrost, a eksport wręcz ciągnie wzrost w dół. Sugerowanie przez Tuska, że podwyższona inflacja w latach 2022-2023 z jej apogeum w marcu 2023 roku w wysokości 18,4%, że to PiS-owska inflacja jest klasyczną „ruską” narracją, bo przecież podwyższoną inflację w tym czasie, miały wszystkie kraje europejskie, a tzw. kraje frontowe, takie jak państwa nadbałtyckie, czy Słowacja, nawet wyższą niż Polska, bo ponad 20%. Jej obniżenie do 2% w marcu 2024 roku, to rezultat rozsądnej polityki monetarnej Rady Polityki Pieniężnej, a rząd Tuska swoimi decyzjami, tylko wpłynął na jej wzrost do ponad 5 % na początku 2025 roku, między innymi o powrocie do 5% stawki VAT na żywność i poważnym ograniczeniem tarczy energetycznej najpierw w lipcu 2024 , a później w styczniu 2025 roku.

 

4. I wreszcie niskie bezrobocie to cecha charakterystyczna polskiej gospodarki już od roku 2016, a więc od rozpoczęcia rządów Prawa i Sprawiedliwości, dzięki realizacji dużej ilości inwestycji zarówno tych o charakterze strategicznym, jak i ogromnej liczbie inwestycji samorządowych realizowanych od 2021 roku , na które samorządy otrzymały aż 135 mld zł wsparcia finansowego od ówczesnego rządu. Niestety rządy Tuska do gwałtowny wzrost ilości zwalnianych pracowników w ramach zwolnień grupowych ( w I połowie 2025 roku zgłoszenie aż 80 tysięcy pracowników do zwolnień grupowych) i pierwszy raz od wielu lat wzrost bezrobocia w miesiącach letnich, w czerwcu i lipcu tego w okresie apogeum prac sezonowych, co sygnalizuje poważne pogorszenie sytuacji na rynku pracy w Polsce.

 

5. I na koniec rekordowy wysoki deficyt po 7 miesiącach tego roku wynoszący aż 157 mld zł, prawie 2-krotnie wyższy niż całoroczny deficyt w 2023 roku, a więc ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości będący w całości „zasługą” rządu Tuska, a którym w swojej wypowiedzi na Radzie Gabinetowej, premier zapomniał powiedzieć. Rzeczywiście stan finansów państwa jest w najwyższym stopniu niepokojący, po wspomnianych 7 miesiącach brakuje około 60 mld zł dochodów budżetowych w stosunku do planowanych, a dług publiczny , który w 2024 roku rósł w tempie 900 mln zł dziennie, w tym roku rośnie już w tempie 1 mld zł dziennie. Jeżeli potwierdzą się informacje, ze rząd przygotowuje budżet na 2026 rok z deficytem znacząco przekraczającym 300 mld zł, to oznacza, w zaledwie 3 lata rząd Tuska, zadłuży Polskę na blisko 1000 mld zł ( czyli bilion zł).

 

6. Nic więc dziwnego ,że na ten temat premier Tusk nie chciał wcale rozmawiać podczas obrad Rady Gabinetowej, stąd próba przekierowania dyskusji na prezydenckie weto w sprawie wiatraków, a gdyby prezydent mu nie przerwał , to być może powołałby się na argumenty słynnego Murańskiego, których użył w kampanii wyborczej próbując zdyskredytować kandydata obywatelskiego na prezydenta Karola Nawrockiego. Wtedy to powołanie się na ten wątpliwy autorytet, okazało się przeciw skuteczne, teraz także regularne mijanie się z prawdą premiera Tuska w tej wypowiedzi na Radzie Gabinetowej, przyniesie podobne sutki jeżeli chodzi o odbiór społeczny.

1. Trwają prace nad projektem budżetu na 2026 i jednym z ważnych ustaleń, który na tym etapie prac musi być ustalony jest wielkość dotacji z budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), która ma uzupełnić wpływy do tego Funduszu ze składek na ubezpieczenia zdrowotne. Minister Domański chce przekazać do NFZ tylko 26 mld zł podczas realne potrzeby Funduszu są szacowane na przynajmniej 50 mld zł i brak tych 24 mld zł będzie oznaczał, że znajdzie się on na ścieżce do bankructwa. Sytuacja finansów NFZ gwałtownie pogorszyła się już w 2024 roku, a przez 7 miesięcy tego roku co i rusz dowiadujemy się, że Fundusz nie reguluje zobowiązań wobec placówek ochrony zdrowia i w związku z tym niektóre z nich ograniczają przyjęcia pacjentów, albo zamykają najbardziej kosztochłonne oddziały.

 

2. Przypomnijmy, że rządząca koalicja doprowadziła w zaledwie kilkanaście miesięcy do zapaści finansowej w ochronie zdrowia, najpierw opóźniając płatności dla szpitali, a później płacąc tylko częściowo za nadwykonania za usługi limitowane i nielimitowane. Już na koniec 2024 zaległości w tych płatnościach wynosiły ponad 6 mld zł i ostatecznie dopiero w marcu tego roku, zostały one częściowo uregulowane, bowiem nadwykonania świadczeń limitowanych, zostały zapłacone w wysokości zaledwie 50% ich rzeczywistych kosztów. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się w tej sytuacji szpitale powiatowe, ale okazuje się także, że w nie najlepszej są te wojewódzkie ,które zrealizowały wszystkie świadczenia w ramach swoich kontraktów i jednocześnie miały nadwykonania świadczeń limitowanych, za które NFZ zapłacił tylko częściowo.

 

3. Mimo tego, że w 2025 roku zaplanowano na ochronę zdrowia ok. 222 mld zł, czyli ok. 6,52% PKB , w tym ponad 18 mld zł dotacji w budżetu państwa, wg szacunków analityków już w tym roku brakuje około 20 mld zł i dodatkowo około 9 mld zł w związku z ustawową podwyżką płac pracowników ochrony zdrowia od 1 lipca tego roku. Skutki tej podwyżki są szacowane tylko w II półroczu tego roku na ponad 9 mld zł ( roczne sumaryczne na przynajmniej 18 mld zł), a środków na nie, nie ma zaplanowanych ani w NFZ, ani planach finansowych szpitali. Dzięki podwyżkom płac pracowników ochrony zdrowia wprowadzonym ustawą z 2017 roku, opartą o kwotę przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej ogłaszanego przez GUS, następuje coroczny wzrost płac wszystkich pracowników w ochronie zdrowia i w tym roku ten wzrost ma wynieść od o koło 1,5 tys zł dla lekarzy do koło 800 zł dla pracowników wykonujących zawody medyczne. Ustawa ta wprawdzie poważnie obciąża finanse placówek ochrony zdrowia, ale spowodowała zahamowanie odpływu kadr medycznych z polskiej służby zdrowia, w tym także emigrację kadr medycznych za granicę.

 

4. Mimo corocznego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, wynikających z w prowadzonej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości ustawy o jej finansowaniu, z której wynika, że w 2027 roku nakłady te powinny wynieść 7% PKB, następuje coraz szybszy „rozjazd” pomiędzy środkami gromadzonymi w NFZ ze składki zdrowotnej i dotacji budżetowej, a wartością zrealizowanych świadczeń zdrowotnych w placówkach ochrony zdrowia, posiadających kontrakty z Funduszem. W tym roku wyniesie on około 30 mld zł, w 2026 roku aż 50 mld zł i nawet decyzja o wzroście dotacji z budżetu do 26 mld zł, nie rozwiązuje problemu braku środków, a zaległe płatności wobec szpitali rosną. Bez zwiększenia finansowania NFZ z budżetu państwa, grozi nam zapaść finansowa w placówkach ochrony zdrowia ochrony zdrowia, czego doświadczają one już w tym roku , stąd coraz powszechniejsze informacje o ograniczeniu przyjmowania pacjentów, albo nawet zamykaniu oddziałów szpitalnych, jak ostatnio onkologii w Koninie. W 2024 roku NFZ-towi brakowało środków na płatności wobec szpitali dopiero w IV kwartale, w tym roku jak wszystko na to wskazuje, brakuje środków już na początku II półrocza, zwłaszcza, że od 1 lipca zaczęły się dodatkowe płatności w związku ze wspomnianymi podwyżkami płac. W tej sytuacji informacja ,że minister finansów na następny rok przewiduje dotację dla NFZ tylko w wysokości 26 mld zł, podczas gdy szacunków wynika, że ta dotacja powinna wynieść około 50 mld zł, oznacza iż Fundusz znajdzie się na szybkiej ścieżce do bankructwa.

1. Minister finansów Andrzej Domański, co jakiś czas na platformie X umieszcza jakiś optymistyczny wpis, a to wzroście PKB w którymś z kwartałów, czy o wzroście sprzedaży detalicznej, w którymś z miesięcy, albo o spadku inflacji, czyli o sukcesach, do których rząd Donalda Tuska, jakoś specjalnie się nie przyczynia. Natomiast gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się informacje niekorzystne, albo wręcz zatrważające, za które rząd Tuska i sam minister Domański jak najbardziej odpowiadają, wtedy zapada głuche milczenie. Tak było właśnie ostatnio, gdy pojawiły się informacje o szacunkowym wykonaniu budżetu po 7 miesiącach tego roku, z których wynikało, że deficyt budżetowy wyniósł aż 157 mld zł, ba dochody zostały zrealizowane zaledwie w 49% tych planowanych, a więc już teraz brakuje ok 60 mld zł po stronie dochodowej budżetu.

 

2. Właśnie w związku z dramatycznie złą realizacją budżetu państwa po 7 miesiącach tego roku i finalizacją prac nad projektem budżetu na 2026 roku, minister finansów nerwowo poszukuje dodatkowych źródeł dochodów, które mógłby wpisać do projektu budżetu na następny rok. I dlatego w czwartek w poprzednim tygodniu pojawiła się informacja resortu finansów o pracach nad propozycjami podwyżek niektórych podatków i składek w związku z projektem budżetu na 2026 rok. Resort finansów poinformował między innymi o propozycji podwyższenia stawki podatku dochodowego od banków i instytucji finansowych z dotychczasowych 19% do 30% w roku 2026 (w kolejnych latach ta stawka miałaby być coroczne zmniejszana).

 

3. Gwałtownie miałaby wzrosnąć akcyza na napoje alkoholowe aż o 15% w 2026 roku i o kolejne 10% w 2027 roku ( do tej pory rosła o 5%), znacznie miałaby wzrosnąć akcyza na papierosy ( wzrost o 3 zł na paczce papierosów), podwyższony miałby być tzw. podatek cukrowy od napojów, wzrosłaby także stawka podatku od wygranych z obecnie obowiązującej 10% do 15%). Już od następnego roku ma być także wprowadzona tzw. opłata reprograficzna w wysokości 2% od wartości sprzętu elektronicznego takiego jak smartfony, laptopy czy telewizory, ale także papieru A3 i A4. Jest już także przesądzone , że od 2026 roku będzie obowiązywała podwyższona podstawa do obliczenia składki zdrowotnej przez prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, z dotychczasowych 75% minimalnego wynagrodzenia na 100% minimalnego wynagrodzenia, co przy prognozowanej płacy minimalnej na poziomie 4,8 tys zł spowoduje , że składka ta wzrośnie z dotychczasowej kwoty 315 zł do kwoty 433 zł, a więc wzrośnie o blisko 120 zł miesięcznie.

 

4. Wszystkie te informacje natychmiast „rozlały” się po mediach w tym przede wszystkim tych społecznościowych, przy czym największe „spustoszenie” spowodowała informacja o podwyżce podatku dochodowego dla banków CIT z dotychczasowych 19% do 30%. Ta informacja spowodowała w ostatni piątek, jak to ujęły media, „rzeź” banków na GPW w Warszawie,akcje niektórych zostały przecenione nawet o kilkanaście procent, a w konsekwencji indeks WIG-banki spadł aż o 10,1%. Wartość akcji tych największych banków spadła bardzo mocno: w przypadku PKO BP aż o 12,2%, Banku Pekao o 11,2% , Alioru o 9,3%, Santanderu BP o 8,2%, mBanku o 7,8%, PNB Paribas 7,9%, a ING BSK o 7,1%. Tylko tego jednego dnia wartość rynkowa banków notowanych na warszawskiej giełdzie spadła aż o 35, 5 mld zł ( w tym PKO BP aż o 12,8 mld zł, a banku Pekao o 6,3 mld zł) i wprawdzie w poniedziałek, rozpoczęły się powolne wzrosty wartości ich akcji , ale odbudowa tego co stało się w poprzednim tygodniu, będzie trwała bardzo długo. Co więcej jak twierdzą analitycy, załamanie wartości akcji banków, których wzrosty do tej pory „ ciągnęły” wzrosty wartości akcji firm tworzących główne indeksy warszawskiej giełdy, może doprowadzić do przeceny większości akcji na GPW.

 

5. A więc nieodpowiedzialne zapowiedzi ministra Domańskiego spowodowały, że tylko w ciągu jednego dnia wartość rynkowa banków obecnych na GPW, spadła aż o ponad 35 mld zł, w tym tych w których Skarb Państwa ma większościowe udziały o ponad 20 mld zł. Co więcej ponieważ do banki w dużej mierze „ciągnęły” w górę wzrosty wartości akcji innych firm , a w konsekwencji także główne indeksy GPW, to ich trwałe załamanie , może doprowadzić do powszechnej przeceny akcji na giełdzie.