1. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Janusz Cieszyński przygotował interaktywną mapę pokazującą wzrost liczby zarejestrowanych bezrobotnych na trenie poszczególnych powiatów w okresie luty 2024- luty 2026, będącą swoistym podsumowaniem rządów Tuska w ciągu ostatnich 2 lat (bezrobocie.janusz cieszynski.pl). Wystarczy wpisać nazwę powiatu, albo kliknąć na jego kontur, a otrzymujemy informacje o ile wzrosła liczba zarejestrowanych bezrobotnych w tym okresie, jak to była zmiana wyrażona w procentach, jak zmieniała się ta liczba na przestrzeni ostatnich dwóch lat, a nawet na terenie jakich powiatów w danym województwie przyrost zarejestrowanych bezrobotnych był największy. W tym okresie liczba zarejestrowanych bezrobotnych w skali kraju wzrosła z 845,3 tys do 954,9 tys, a więc o blisko 110 tysięcy (13%), przy czym jak się okazuje są takie powiaty gdzie ta liczba w ciągu ostatnich 2 lat wzrosła o ponad 50% ( np. na trenie woj. śląskiego są aż 4 takie powiaty Siemianowice Śląskie wzrost aż o 58,4%, Żory wzrost o 52,9%, Świętochłowice 50,7%, Katowice 50,5%).

 

2. Dramatyczny wzrost bezrobocia odnotowujemy szczególnie od początku 2025 roku kiedy to wskaźnik bezrobocia wynosił jeszcze 5%, a w marcu tego roku już 6,1% i co więcej bezrobocie rosło także latem, kiedy zawsze spadało, co oznacza znaczące pogarszanie się sytuacji na rynku pracy. Przypomnijmy, że w styczniu tego roku, GUS podał informacje niejako podsumowujące sytuację na rynku pracy w Polsce, z których wynika, że w roku 2025, mieliśmy do czynienia z rekordem zwolnień grupowych. Rzeczywiście te zwolnienia grupowe dotyczyły prawie 98 tysięcy pracowników i choć duża ich cześć, to była związana z pogorszeniem warunków zatrudnienia ( np. pracowników w Poczcie Polskiej), to była to największa fala zwolnień grupowych od lat 2008/2009, a więc światowego i europejskiego kryzysu najpierw finansowego, a w konsekwencji także gospodarczego. Faktycznych zwolnień w ramach tych zapowiedzianych zwolnień grupowych było w 2025 roku około 30 tysięcy, ale tego rodzaju procedury trwają po kilka miesięcy co więcej w roku 2026 należy spodziewać nowej fali zgłoszeń zwolnień grupowych. Potwierdzają to informacje o zwolnieniach grupowych w kolejnych miesiącach tego roku , tylko w marcu kilkadziesiąt przedsiębiorstw zgłosiło zwolnienia grupowe, które w kolejnych miesiącach, mają dotyczyć kilku tysięcy pracowników.

 

3. Ale nie tylko rekordowe zwolnienia grupowe, charakteryzowały rok 2025 na rynku pracy, mieliśmy także do czynienia z wyraźnym wzrostem stopy bezrobocia, a na koniec roku w stosunku do grudnia roku 2024, mieliśmy aż o ponad 102 tysiące bezrobotnych więcej. Przypomnijmy także, że od maja 2025 roku na rynku pracy w Polsce, odnotowaliśmy zjawisko, z którym nie mieliśmy do czynienia od 12 lat ( poza covidowym rokiem 2020), wyraźnego wzrostu bezrobocia, w sytuacji kiedy w okresie letnim, bezrobocie w naszym kraju, zawsze spadało. Według danych GUS w maju 2025 roku wyniosło ono 5%, w czerwcu już 5,2%, w lipcu 5,4% , a w sierpniu już 5,5%, a we wrześniu 5,6 %, a w grudniu wyniosło 5,7% , co oznacza liczbach bezwzględnych to już blisko 889 tys. zarejestrowanych bezrobotnych, a więc o ponad 102 tys bezrobotnych więcej, niż w grudniu 2024 roku. Co więcej jak podawał GUS w tych miesiącach letnich, urzędy pracy w całym kraju rejestrowały średnio po około 100 tys nowych bezrobotnych, co oznaczało, że sytuacja na rynku pracy, niestety znacząco się pogorszyła, sumarycznie w całym roku 2025, urzędy pacy zarejestrowały ponad 500 tysięcy nowych bezrobotnych.

 

4. Polska jest także w czołówce krajów w Unii Europejskiej jeżeli chodzi o wzrost bezrobocia wśród ludzi młodych do 25. roku życia. Przypomnijmy, że Eurostat podał dane, wg których w Polsce stopa bezrobocia wśród ludzi młodych w listopadzie 2025 roku w porównaniu z listopadem 2024 roku wyraźnie wzrosła i wyniosła aż 12,7% i to w sytuacji kiedy stopa bezrobocia dotycząca całego rynku pracy wyniosła tylko 3,3% ( wg metody BAEL, biorącej pod uwagę bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia). Ten gwałtowny wzrost bezrobocia wśród ludzi młodych w Polsce jest jednym z najwyższych w krajach UE i jest zjawiskiem odosobnionym, bowiem w wielu innych krajach UE, bezrobocie wśród ludzi do 25. roku w ciągu ostatniego roku wyraźnie zmalało. Jak jednak coraz częściej informują w mediach społecznościowych młodzi ludzie, wysyłają oni setki swoich CV do różnego rodzaju instytucji i przedsiębiorstw i albo nie ma na nie żadnej reakcji, albo dostają uprzejmie odpowiedzi, że niestety nie ma u tych pracodawców, wolnych miejsc pracy.

 

5. Rok 2025, jak wynika z powyższych danych, był dla pracowników wręcz fatalny a kolejne miesiące tego roku przynoszą równie niepomyślne informacje, bezrobocie rośnie i w marcu przekroczyło 6% i wyniosło 6,1%, wszystko przy całkowitej bierności rządu. Co więcej rząd Tuska i wspierająca go sejmowa koalicja zdecydowała, aby w 2026 roku, zabrać z środków na aktywne formy zwalczania bezrobocia aż 1,6 mld zł w ramach Funduszu Pracy, w którym ze składek pracodawców uzbierało się już około 20 mld zł i środki te choć „znaczone” są wykorzystywane przez ministra finansów do innych celów, a więc do poprawy płynności w sektorze finansów publicznych. Interaktywna mapa posła Cieszyńskiego jest niezwykle obrazowym posumowaniem 2 letnich rządów Donalda Tuska w odniesieniu do rynku pracy, a wzrosty liczby zarejestrowanych bezrobotnych powyżej 50% na terenie wielu powiatów, pokazują jak dramatycznie pogarsza się sytuacja na rynku pracy i to w województwach, w których do tej pory, bezrobocie było na względnie niskim poziomie.

1. Wczoraj rozpoczął się Czarny tydzień, czyli protest zorganizowany przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych, zrzeszający blisko 230 takich szpitali, przy czym wszystkie one normalnie pracują i świadczą usługi medyczne na rzecz pacjentów. Jak podkreślają organizatorzy protestu, protest ma charakter informacyjny i odbywa się pod hasłem „szpitalne łóżko poczeka, choroba nie” i domagają się od rządu Tuska uczciwego finansowania i realnego dialogu o przyszłości szpitali powiatowych. Przypomnijmy, że podczas prac nad tworzeniem powiatów w 1998 roku, przyjęto założenie, że jedną z najważniejszych instytucji, która musi funkcjonować na terenie powiatu jest właśnie szpital i powiaty w których nie było szpitala, były nielicznymi wyjątkami od tej reguły.

 

2. Przez te blisko już 27 lat funkcjonowania powiatów, samorządy te dokonały gigantycznych inwestycji w placówki ochrony zdrowia na ich terenie, rozbudowując je , modernizując i wyposażając w nowoczesny sprzęt medyczny, zarówno ze środków własnych jak i zewnętrznych, krajowych i europejskich. Obecne rządy Platformy i jej koalicjantów jednak obrały sobie właśnie szpitale powiatowe, jako te placówki ochrony zdrowia, na których można oszczędzić najwięcej i stąd coraz to nowe decyzje resortu zdrowia, które te oszczędności wymuszają. Dyrektorzy tych placówek podkreślają, że wzrost cen nośników energii, leków, a także wynagrodzeń pracowników, przy jednoczesnym ograniczeniu płacenia przez NFZ za tzw. nadwykonania , a teraz także poważnych cięć w finansowaniu diagnostyki, powodują coraz większe straty, co więcej załamują płynność finansową i grożą niewypłacalnością.

 

3. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było rozporządzenie z 1 kwietnia tego roku i jak się okazuje, nie było ono opublikowane na prima aprilis, którym wprowadzono zaledwie 50% odpłatność NFZ za ponadlimitowe usługi medyczne w zakresie rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej i 60% odpłatność dotyczącą usług medycznych w zakresie gastroskopii i kolonoskopii. Co więcej jeżeli jakaś placówka ochrony zdrowia zdecyduje się świadczyć tego rodzaju usługi mimo tak głębokich cięć płatności, to rozliczenia z NFZ-tem z tego tytułu nie nastąpią w następnym kwartale po wykonaniu usługi, ale po zakończeniu roku kalendarzowego, więc zastosowano rozwiązanie, które wręcz całkowicie zniechęca placówki ochrony zdrowia do świadczenia tego rodzaju usług poza przyznanymi limitami. Wprowadzenie tego rozporządzenia powoduje, że szpitale muszą wręcz drastycznie ograniczyć diagnostykę pacjentów, co w praktyce z jednej strony uniemożliwia racjonalne leczenie, z drugiej w sposób wręcz nieprawdopodobny, wydłuża kolejki do tego rodzaju badań, często do kilkunastu miesięcy.

 

4. Jak przy okazji wydania tego rozporządzenia resort zdrowia podał w komunikacie, wprowadzenie tych cięć pozwoli na oszczędności w wydatkach NFZ do końca roku na kwotę 625 mln zł, przy czym nie ulega wątpliwości, że wydłuży to kolejki do tego rodzaju badań diagnostycznych i jak twierdzą lekarze specjaliści w tych dziedzinach, cofnie nas o dekadę, a oczekiwanie na takie badanie w ramach NFZ wydłuży się do ponad roku. Mimo zapewnień resortu zdrowia, że te cięcia nie dotyczą pacjentów onkologicznych, to nie ulega jednak wątpliwości, ze w praktyce także tego rodzaju pacjentów będzie jednak zdiagnozować i znowu jak twierdzą lekarze specjaliści w tej dziedzinie to rozporządzenie kończy 11-letnią erę bezlimitowej onkologii. Co więcej jak słychać na sejmowych korytarzach podobne rozwiązanie ma zostać wprowadzone jeżeli chodzi o usługi rehabilitacyjne, choć już obecnie na świadczenia zakresu rehabilitacji medycznej czeka się około 7 miesięcy.

 

5. Przypomnijmy także, że w propozycjach cięć wydatków minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grenda, znalazły się między innymi: wprowadzenie zniesionych przez rząd PiS limitów przyjęć do lekarzy specjalistów, co ma przynieść oszczędności blisko 3,4 mld zł, czy ograniczenie wydatków na diagnostykę obrazową na kwotę blisko 1,3 mld zł. Mają także powrócić limity w operacjach zaćmy na kwotę prawie 280 mln zł, co oznacza ,że ponad 90 tys pacjentów zostanie odesłanych na następny rok, ma także nastąpić ograniczenie wydatków na leki bez recepty dla pacjentów 65+, aż o ponad 1,5 mld zł. Mimo gigantycznych problemów finansowych w roku 2025 wielu szpitali powiatowych i wielu apeli samorządów zarządzających nimi, rząd Tuska zdecydował się na ograniczenie środków finansowych dla tej kategorii szpitali o prawie 700 mln zł. Ministerstwo zdrowia zdecydowało się nawet na likwidację funkcjonującego już kilka lat, programu „Dobry posiłek w szpitalu” , bo był to program pilotażowy, co ma w 2026 roku, przynieść oszczędności na żywieniu pacjentów w szpitalach na kwotę 900 mln zł.

 

6. Co więcej już wcześniej na skutek ograniczenia płatności przez NFZ ,cięcia zaczęły być realizowane właśnie głównie przez szpitale powiatowe, które masowo zaczęły likwidować oddziały ginekologiczno-położnicze. Już pod koniec stycznia tego roku resort zdrowia wydał rozporządzenie o możliwości przyjmowania porodów na szpitalnych SOR-ach, albo izbach przyjęć, choć podpisał je jeden z wiceministrów, a nie szefowa tego resortu. Jest ono konsekwencją wręcz masowej likwidacji albo zawieszania działania porodówek w szpitalach w całym kraju (głównie szpitalach powiatowych), teraz w zasadzie ogłaszanych w każdym tygodniu. Tylko od stycznia 2024 roku do lipca 2025 roku zlikwidowano 29 oddziałów położniczych, a kolejnych 18 zawieszono, a w II połowie 2025 roku proces ten znacząco przyśpieszył (nastąpiła likwidacja kolejnych kilkudziesięciu), kiedy okazało się ,że nie będzie nowych wyższych wycen usług na tych oddziałach, co wcześniej obiecywano i w związku z tym straty przez nie powodowane, będą tylko narastać. Z kolei od stycznia do końca lutego tego roku zlikwidowano kolejne 18 oddziałów ginekologiczno- położniczych, w tym oddział w szpitalu w Lesku, który stał się głośny w związku z publicznym kłamstwem premiera Tuska, że oddział ten nie został zlikwidowany.

 

7. Protest ponad 200 szpitali powiatowych jest oczywiście bagatelizowany przez rządzących, w wypowiedziach publicznych przedstawicieli koalicji atakowani są dyrektorzy tych palcówek i samorządy, jako główni winowajcy ich obecnej sytuacji finansowej. Zresztą Tusk ma teraz inny kłopot na głowie, posłowie dwóch klubów tworzących koalicję, które powstały po rozpadzie Polski 2050 Szymona Hołowni, skaczą sobie do oczu i ci którzy zostali z minister Pełczyńską-Nałęcz, chcą uczestniczyć w odwołaniu minister Henning-Kloski o co wystąpiły kluby PiS i Konfederacji. Ponieważ głosowanie na tym wnioskiem ma się odbyć za blisko 2 tygodnie, to te najbliższe kilkanaście dni, koalicja poświęci raczej na pacyfikowanie niezadowolonych posłów, nie na rozwiązywanie problemów szpitali powiatowych, więc te mogą sobie protestować nie tydzień, ale nawet miesiąc.

1. Przewodniczący Rady Fiskalnej dr Sławomir Dudek na dwóch kolejnych posiedzeniach komisji finansów publicznych, diagnozując obecny stan i perspektywę polskich finansów publicznych, stwierdził, ze coraz bardziej przypominają one duży statek, który we mgle płynie na górę lodową. Rada została powołana przez Sejm i Senat zupełnie niedawno, są w niej reprezentanci różnych środowisk ( nie wybrano tylko kandydata zgłoszonego przez Prezydenta RP, co powoduje, że Rada jest niepełna), ale jej przewodniczącego wskazał wprost minister finansów Andrzej Domański. Tenże przewodniczący „starł się” się na posiedzeniu komisji finansów publicznych z wiceministrem finansów Jurandem Dropem w sprawie zmian w stabilizacyjnej regule wydatkowej (SRW), stwierdzając, że resort nie dostarczając danych, nie pozwala na rzetelne ustalenie skutków finansowych proponowanej przez resort zmian w tej regule. Mimo, że jak szacunkowo ustaliła Rada chodzi o możliwość kolejnego zwiększenia wydatków budżetowych o ok. 60 mld zł rocznie, koalicja 13 grudnia uchwaliła zmiany w tej ustawie w ciągu zaledwie 3 dni i zapewne bez poprawek przyjmie ją w następnym tygodniu ten projekt, koalicyjna większość senacka.

 

2. Ale oprócz tego sporu dr Dudek charakteryzując obecny stan finansów publicznych, a także jego perspektywę w dwóch kolejnych latach, porównał go do dużego z trudem manewrującego statku, który we mgle płynie na zderzenie z górą lodową. Większość koalicyjna w komisji finansów niespecjalnie chciała na ten temat dyskutować, a kolejne rozluźnienie SRW dokonywane przez obecny rząd świadczy o tym ,że raczej nie przejmują się tą sytuacją ,ale mimo tego, słowa przewodniczącego Rady, co trzeba jeszcze raz podkreślić, wskazanego przez obecnego ministra finansów, zabrzmiały jednak złowieszczo. Wynika z tego, że nawet analitycy z dziedziny finansów publicznych, jakoś tam związani ze środowiskiem Platformy, widzą, że trzy kolejne budżety przygotowane przez obecną koalicję, spowodowały wręcz dramatyczne pogorszenie sytuacji i stąd to obrazowe porównanie do statku płynącego nieuchronnie na zderzenie z górą lodową.

 

3. Trzeba w tej sytuacji przypomnieć, że rząd koalicji 13 grudnia realizuje już trzeci budżet państwa z ogromnym deficytem budżetowym, ten w 2024 roku wyniósł około 211 mld zł, w 2025 roku wyniósł blisko 276 mld zł, a w 2026 roku zaplanowano go na poziomie ok 272 mld zł. Natomiast dług publiczny związany z tymi budżetami wzrósł o 320 mld zł w 2024 roku, o 324 mld zł w 2025 roku do kwoty 2,335 mld zł ( ok. 60% PKB), a więc aż o blisko 11 pp PKB w stosunku do roku 2023. Z kolei w roku 2026 wzrośnie o kolejne ponad 400 mld zł do łącznej astronomicznej kwoty ok. 2,7 biliona zł ( ponad 66% PKB), a więc aż o 17 pp PKB w stosunku do roku 2023, co oznacza ,że już jesteśmy najszybciej zadłużającym się krajem w UE.

 

4. Co więcej przed paroma dniami ministerstwo finansów opublikowało komunikat dotyczący wykonania budżetu za I kw. 2026 rok, z którego wynika, że zaledwie po 3 miesiącach realizacji budżetu, deficyt wynosi blisko 70 mld zł. To niespotykana sytuacja w polskich finansach publicznych po roku 1990, a więc w ciągu ostatnich ponad 35 lat, żeby w sytuacji prawie 4% wzrostu PKB zaplanowanym na 2026 rok, w budżecie państwa, zaledwie po 3 pierwszych miesiącach roku, mielibyśmy tak dramatycznie wysoki deficyt budżetowy. Mamy do czynienia z tak wysokim deficytem mimo, tego ,że jak wskazują mocno zróżnicowane wpływy w styczniu , lutym i marcu z podatku VAT, doszło do przeniesienia części jego wpływów z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku, przy pomocy mechanizmu przyśpieszonych zwrotów. Otóż w styczniu 2026 wpływy z VAT wyniosły aż 42, 4 mld zł, w lutym tylko 22,1 mld zł, w marcu tylko 21,5 mld co oznacza, że w styczniowych dochodach z VAT jest przynajmniej 10 miliardów złotych, przesuniętych dochodów z VAT z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku. Gdyby nie ta kreatywna księgowość ministra finansów dotycząca podatku VAT, deficyt budżetowy w za 3 miesiące tego roku byłby bliski 80 mld zł, ale upublicznienia takiej informacji minister Domański, chciał po prostu uniknąć.

 

5. Niestety wszystko wskazuje na to ,że że przede wszystkim wpływy z VAT, które stanowią blisko 60% wszystkich wpływów podatkowych, są piętą achillesową rządu Tuska , jeszcze w 2023 roku wyniosły w związku z kreatywną księgowością ministra finansów tylko 244 mld zł ( a tak naprawdę co najmniej 275 mld zł) , w 2024 roku ok 288 mld zł ( w rzeczywistości o ok 12 mld zł mniejsze), podczas gdy planowano je na poziomie 316,5 mld zł, w 2025 roku 322 mld zł ( planowano je na poziomie 350 mld zł), a w roku 2026 tylko 341,5 mld zł, a więc były o 8,5 mld zł mniejsze, niż plan w 2025, mimo wspomnianego wzrostu gospodarczego zaplanowanego na poziomie 3,9% PKB. Sumarycznie więc przez 3 lata wpływy z VAT wzrosną ok. 66 mld zł, a więc o ok. 24% w sytuacji gdy w ciągu tych 3 lat (2024-2026), skumulowany wzrost PKB szacunkowo wyniesie ok 11% ,a skumulowana inflacja ok. 10,5%. Z kolei z podatku dochodowego od osób prawnych ( CIT) dochody to 68 mld zł w 2023 roku i rosną do 80,4 mld zł w 2026, a ponieważ ok 7 mld zł to podwyżka stawki CIT dla banków z 19% do 30% w 2026 , to w warunkach porównywalnych, wpływy wyniosłyby73 mld zł, czyli wzrost w ciągu 3 lat rosną o zaledwie 5 mld zł, a więc tylko o 7%, jeszcze raz powtórzmy przy skumulowanym wzroście PKB o ok. 11% i skumulowanej inflacji ok.10,5%.

 

6. Konkluzją tej sytuacji musi być stwierdzenie, że rząd Tuska nie pilnuje dochodów budżetowych, a wręcz panuje polityczne przyzwolenie na niepłacenie, albo tylko częściowe płacenie podatków przez „bliskich i znajomych królika” , co potwierdzają także liczne wpisy na platformie X szefowej największego związku zawodowego pracowników KAS Pani Agaty Jagodzińskiej. Co więcej to załamanie finansów publicznych powoduje, że rząd jest sparaliżowany w sytuacji kiedy pojawia się jakikolwiek kryzys, tak jak niedawno na rynku paliw , reakcja nastąpiła tylko na skutek presji PiS i to z miesięcznym opóźnieniem, a chodziło o ewentualny ubytek dochodów budżetowych na poziomie 1,6 mld zł miesięcznie ( nie ma przestrzeni fiskalnej do obniżek podatków, ale to przecież rząd 13 grudnia do tego doprowadził). Stąd także takie obrazowe i groźne stwierdzenie przewodniczącego Rady Fiskalnej o stanie polskich finansów publicznych, że przypominają duży mało zwrotny statek ,który we mgle nieuchronnie płynie na zderzenie z góra lodową.

1. Wprawdzie marszałek Czarzasty wykonał błyskawicznie polecenie premiera Tuska i doprowadził do tego, aby szef kancelarii Prezydenta RP minister Zbigniew Bogucki, mógł występować tylko raz podczas danego punktu obrad, ale mimo tego ograniczenia, potrafi on efektywnie wykorzystać przysługujące mu 15 minut. Przeprowadzona przez Czarzastego zmiana regulaminu Sejmu, którą przegłosowała koalicja 13 grudnia, została nawet nazwana lex Bogucki, bowiem w oczywisty sposób miała na celu ograniczenie zabierania głosu przez szefa Kancelarii Prezydenta RP, ale w dalszym ciągu premier siedząc w ławach rządowych podczas głosowań, bo w zasadzie tylko wtedy uczestniczy w obradach, musi słuchać ministra Boguckiego. Wtedy widać po jego twarzy, że podczas wystąpień ministra Boguckiego przeżywa wręcz katusze, bo z reguły wypowiedzi te dotyczą albo oceny skutków jego rządzenia, albo też prostowania kłamstw, w których Tusk wręcz się wyspecjalizował i bardzo często się nimi posługuje w publicznych wypowiedziach.

 

2. Przypomnijmy, że pierwsze rozjechanie merytorycznym „walcem” premiera Tuska przez ministra Boguckiego, nastąpiło w Sejmie na początku grudnia poprzedniego roku, podczas już jawnej części obrad poświęconej odrzuceniu prezydenckiego weta dotyczącego ustawy o kryptoaktywach. Tusk przekonywał, że głosowanie przeciw odrzuceniu weta to sprzyjanie Rosji i jej służbom, minister Bogucki zabierając głos pokazał, że to polityczne wykorzystanie służb do walki z prezydentem i opozycją. omencie zdecydował się przypomnieć prorosyjskie działania i decyzje rządu Tuska, podczas jego premierowania w okresie 2008-2014, a także nieodpowiedzialne zachowania i działania wobec rosyjskiego zagrożenia, jako lidera opozycji po powrocie do kraju w 2021 roku.

 

3. Wtedy minister Bogucki pytał z trybuny sejmowej premier Tuska, „ gdzie Pan był po ruskiej czy po polskiej stronie, kiedy przeprowadzał pan reset z Rosją, gdzie Pan był kiedy darował Pan dług Gazpromowi w wysokości 1,2 mld zł, kiedy nawet szefowie spółek SP mówili, że nie można tego zrobić, gdzie Pan był kiedy mówił ,że niepotrzebny jest nam Gazoport i gaz norweski, bo przecież mamy kontrakty rosyjskie”. gucki w ten sam sposób pytał również o działania Tuska po powrocie z Brukseli do polskiej polityki „gdzie Pan był po polskiej czy po ruskiej stronie, kiedy polscy żołnierze i funkcjonariusze bronili granicy przez szturmem nielegalnych imigrantów słanych setkami przez białoruskie i rosyjskie służby, a Pan mówił ,że to biedni ludzie i trzeba ich wpuścić i gdzie Pan był kiedy różne gwiazdki i celebryci obrażali polski mundur, pluli na ten mundur dosłownie i w przenośni”. Premier Tusk siedział w rządowych ławach i wyglądał jak znokautowany bokser, który ogromnie się dziwi, że młody polityk rozpoczynający swoją karierę powalił na ring merytorycznymi argumentami, jego, człowiek obecnego w polityce ponad 30 lat, dwukrotnego premiera i szefa Rady Europejskiej.

 

4. W ciągu ostatnich kilku miesięcy powtórzyło się to jeszcze kilka razy i stąd żądanie premiera Tuska od marszałka Czarzastego, aby wystąpienia ministra Boguckiego maksymalnie ograniczyć, dlatego w ostatni piątek podczas kolejnego głosowania w sprawie wniosku o odrzucenie veta prezydenta Nawrockiego w sprawie ustawy o kryptoaktywach ,szef kancelarii Prezydenta RP, mógł wystąpić tylko raz. Przypomnijmy, że koalicja 13 grudnia po raz drugi uchwaliła ustawę, dokładnie taką samą, jak ta która wcześniej została zawetowana przez prezydenta ( wprowadzono do niej na etapie prac sejmowych tylko jedną poprawkę obniżającą poziom opłat związanych z obrotem kryptoaktywami) i w związku z tym musiała się ona spotkać z powtórnym wetem prezydenta. Premier Tusk znowu zadecydował, że odbędzie się w Sejmie głosowanie nad odrzuceniem tego weta, a wcześniej szef rządu zabierając głos próbował straszyć posłów opozycji, stwierdzeniami, że jedna z firm zajmujących się obrotem kryptoaktywami, była założona za pieniądze rosyjskiej mafii. Tyle tylko, że jeżeli ta informacja jest prawdziwa, to firma ta, została założona w marcu 2014 roku, wtedy, kiedy premierem był Donald Tusk , a prezydentem Bronisław Komorowski, a więc Platforma miała pełnię władzy i szef rządu złożył w ten sposób doniesienie na samego siebie.

 

5. W tej krótkiej debacie wystąpił także minister Bogucki i po raz kolejny przypomniał prorosyjską politykę rządu Tuska w latach 2008-2014, cytując jego liczne publiczne wypowiedzi, nie pozostawiające złudzeń, że traktował on wtedy ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina jak przyjaciela i w pełni akceptował jego politykę wobec naszego kraju. „Chcemy, aby Rosja była ważnym- więcej, aby stała się ważniejszym niż do tej pory- zarówno w kontekście ale także politycznym i bezpieczeństwa partnerem”; „ Putin to nasz człowiek w Moskwie” ; „gaz w relacjach nie może być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu, w kontekście gazu rosyjskiego”, to wszystko cytaty z wypowiedzi Tuska podczas jego pierwszego premierowania. I znowu premier Tusk, co widać było po grymasach na jego twarzy, żałował iż pojawił się na tych głosowaniach, bo to nieliczne momenty, kiedy musi zmierzyć się z prawdą, którą ktoś mówi mu w oczy i ten sposób publicznie udowadnia, że szef rządu jest notorycznym kłamcą. Po raz kolejny minister Bogucki „rozjechał walcem” premiera Tuska, przy pomocy merytorycznych argumentów, bez żadnych emocji i wręcz z uśmiechem na twarzy, co rzeczywiście musiało bardzo zaboleć obecnego szefa rządu.

1. Kandydat na nowego premiera Węgier Peter Magyar po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych i to z większością konstytucyjną, wręcz zdumiał swoimi wypowiedziami przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i wielu wspierających go przywódców krajów UE. Zapowiedział brak zgody Węgier na unijną pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, brak zgody na szybkie przyjęcie tego kraju do UE, korzystanie z rosyjskich surowców energetycznych ropy i gazu przynajmniej do roku 2035, blokadę węgierskiej południowej granicy dla nielegalnych imigrantów, czy od 1 czerwca rezygnację z wydawania zezwoleń na pracę dla imigrantów spoza Europy. Te wypowiedzi i jeszcze kilka innych wprowadziło w zakłopotanie cały unijny establishment, ba zapewne tuż po objęciu funkcji premiera, rozpocznie się jego „młotkowanie” przez przewodniczącą KE i przywódców kilku dużych krajów Europy Zachodniej, aby jednak z tych wypowiedzi zrezygnował.

 

2. Ale w jednej, na której w sposób szczególny zależy unijnemu establishmentowi, czyli wprowadzeniu Węgier do strefy euro, wypowiedział się już teraz, natychmiast rozpoczną się przygotowania aby zdążyć to zrobić do roku 2030. Nie powiedział tego sam Magyar, ale dotychczasowy doradca partii Tisza i kandydat na ministra finansów w jego rządzie Andreas Karman, który stwierdził „naszym celem jest stworzenie do roku 20230 warunków, które pozwolą nam podjąć pozytywną decyzję o wprowadzeniu euro”. Rzeczywiście Węgrom potrzeba trochę czasu, żeby spełnić kryteria fiskalne, zredukować trwale deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3% PKB, czy obniżyć poziom długu publicznego poniżej 60% PKB ( choć akurat spełnienie tego warunku nie jest rygorystycznie przestrzegane) ale także monetarne: stabilność cen (średni poziom inflacji, nie wyższy o 1,5 pp od inflacji w trzech krajach UE o najniższym poziomie inflacji), stabilność stóp procentowych (długoterminowa stopa procentowa nie może być wyższa niż 2 pp od stopy w trzech krajach o najniższym jej poziomie i stabilność kursu walutowego( kraj i jego waluta funkcjonuje przez 2 lata przed przyjęciem euro w systemie ERM II, bez znaczących wahań kursu waluty krajowej wobec euro). Aby spełnić te warunki nowy węgierski rząd musi „zacisnąć pasa” jeżeli chodzi o wydatki publiczne, ba już 2-letnie dostosowanie związane z utrzymywaniem kursu waluty, przełoży się na obniżenie poziomu życia większości mieszkańców tego kraju, ale jak widać zwycięzcy wyborów niespecjalnie się tym przejmują, podjęli polityczną decyzję o wejściu do strefy euro i tuż po wyborach ją ogłaszają.

 

3. Jeżeli Węgry oficjalnie podejmą decyzję wejścia do strefy euro, to z krajów UE poza tą strefą pozostaną Dania, która w traktacie akcesyjnym zawarła sobie nie przyjmowanie wspólnej waluty, Szwecja Czechy, Rumunia i Polska, które zobowiązały się wspólną walutę przyjąć, ale po spełnieniu kryteriów konwergencji, czyli wyżej opisanych kryteriów fiskalnych i monetarnych. Ministrowie rządu Tuska nieśmiało ale jednak co jakiś czas sygnalizują taką konieczność, choć zdają sobie sprawę, że przy prezydencie Karolu Nawrockim i prezesie NBP Adamie Glapińskim podjęcie takiej decyzji byłoby niemożliwe. Być może więc ta ekipa doszła do wniosku, że można do tego doprowadzić w inny sposób, poprzez katastrofalne wręcz zadłużenie naszego kraju, w tym w dużej mierze w walutach obcych, aby dużą część tego długu obarczyć jeszcze ryzykiem kursowym.

 

4. Przypomnijmy, że przez ponad 2 lata rządów Tuska i przygotowanie przez ministra Domańskiego już 3 budżetów z gigantycznymi deficytami: w 2024 roku w wysokości 211 mld zł, w 2025 roku aż 276 mld zł i planowany na 2026 roku w wysokości 272 mld zł, spowodowało, że suma samych tych deficytów to około 760 mld zł i takie pieniądze rząd musi pożyczyć, żeby je sfinansować. Ale rząd Tuska pożycza, także poza budżetem, aby finansować zadania publiczne, więc łączny dług liczony metodą unijną (ESA 2010), czyli dług instytucji rządowych i samorządowych (EDP), wzrośnie przez te trzy lata, aż o blisko 1,1 biliona złotych i osiągnie na koniec 2027 roku astronomiczną wartość ponad 2,7 biliona złotych. Skoro tak gwałtownie rośnie dług liczony metodą unijna , równie gwałtownie rośnie, także ten liczony metodą krajową, czyli dług Skarbu Państwa i państwowy dług publiczny (PDP) i to ta ostatnia kategoria długu jest opisana w Konstytucji RP w ten sposób, że jej wielkość, nie może przekroczyć 60% PKB.

 

5. Otóż dług Skarbu Państwa urósł w 2024 roku o blisko 350 mld zł do kwoty 1,63 biliona zł, w 2025 roku o kolejne 325 mld zł do kwoty 1,96 biliona zł i wreszcie w 2026 roku wzrośnie o ponad 310 mld zł do kwoty aż 2,72 biliona zł. W długu Skarbu Państwa, bardzo mocno w latach rządów Tuska, rośnie jego cześć zagraniczna ( a więc pożyczanie w walutach obcych) i tak w 2023 ta kwota wynosiła 320 mld zł , w 2024 roku już blisko 376 mld zł, w 2025 roku prawie 410 mld zł, a wg prognozy ministra finansów z dokumentu „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych na lata 2026-2029”, w 2026 roku wyniesie już 477 mld zł. A więc w ciągu zaledwie 3 lat cześć zagraniczna długu Skarbu Państwa, wzrośnie o blisko 160 mld zł i to mimo tego ,że mocny złoty w tym okresie, powoduje, że dług w walutach obcych przeliczany na złote, rośnie jednak trochę wolnej. A przypomnijmy, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (EDP) w roku 2026 będzie wyższy od długu Skarbu Państwa o ok. 450 mld zł i wg wspomnianej Strategii ministra finansów, wyniesie jak już wspomniałem 2,72 bilionów złotych i duża cześć tej wyżej wymienionej różnicy, to dług w walutach obcych.

 

6. Przypomnijmy także, że część środków, które otrzymaliśmy i otrzymamy także w tym roku i w latach następnych z UE, miała i będzie miała charakter pożyczkowy i to ona także jest zawarta we wspomnianej kwocie różnicy pomiędzy długiem SP, a długiem EDP. Otóż przypomnijmy, że Polska otrzymała ok 58 mld euro w ramach instrumentu NextGenerationUE, w tym ok. 34 mld euro to środki o charakterze pożyczkowym, z kolei w ramach kolejnego instrumentu SURE na tworzenie miejsc pracy w związku z kryzysem wywołanym pandemią Covid19, kwotę około 4,3 mld euro, no i najprawdopodobniej w ramach programu SAFE, mimo weta prezydenta Nawrockiego, kwotę około 44 mld euro. Sumarycznie więc tylko te trzy pożyczki unijne z ostatnich kilku lat wyniosą około 82 mld euro i sukcesywnie tak jak te środki do nas wpływają, są doliczane do długu EDP i jak każde pożyczanie w walucie obcej, są obarczone ryzykiem kursowym.

 

7. Skoro tylko część zagraniczna długu Skarbu Państwa wyniesie na koniec 2026 roku ok. 477 mld zł, a więc już ponad 100 mld euro, a dodatkowo w postaci pożyczek z UE, zostaniemy obciążeni kwotą ponad 82 mld euro, to być może, gdyby nie daj Boże dotknął nas jakiś duży kryzys i doszło do poważnej dewaluacji złotego, to okaże się, że wynoszący blisko 200 mld euro dług w walutach obcych, będzie dla nas tak wysokim obciążeniem, że trudno będzie nam go spłacać. Wtedy mogą wejść „cali na biało” czołowi politycy Platformy i związani z tą partią ekonomiści i powiedzą , nie mamy innego wyjścia, jesteśmy tak zadłużeni, w tym także w walutach obcych, że tylko wejście do strefy euro, gdzie są niższe stopy procentowe, pozwoli na to ,że będziemy w stanie go obsługiwać. Taka strategia może stać za działaniami ekipy Tuska, która nie tylko zadłuża Polskę w rekordowym tempie, ale także zwiększa wyraźnie zadłużanie w walutach obcych, które na koniec 2026 roku, będzie wynosiło około 25% całego zadłużenia, co oznacza, że w ciągu ostatnich trzech lat wzrosło ono o blisko 5 pp w stosunku do roku 2023.

 

8. Węgrzy więc wybrali sobie partię i jej przywódcę, który tuż po wyborach oświadczył, że celem jego rządu jest wejście do strefy euro i to już za 4 lata, a może nawet wcześniej, jeżeli szybciej uda się spełnić kryteria konwergencji. W Polsce na straży zachowania polskiego złotego stoi obecna opozycja, ale przede wszystkim prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński, ekipa Tuska może jednak próbować na wprowadzić do strefy euro przez tak wysoki poziom zadłużania w walutach obcych, że przy realizacji ryzyka kursowego, nie będziemy w stanie go obsługiwać.