1. Według informacji pochodzących od prezesa Wód Polskich w najbliższych dniach zostanie zatrzymany zrzut ścieków do Wisły i będą one skierowane do rurociągu awaryjnego położonego na moście pontonowym zbudowanym przez Wojsko Polskie.

Wczoraj minęło 23 dni od awarii kolektora pod dnem Wisły, w wyniku czego rozpoczął się niekontrolowany zrzut nieoczyszczonych ścieków z lewobrzeżnej Warszawy do Wisły, a do rzeki zostało odprowadzone już ponad 6 mld litrów ścieków czyli blisko 2 razy więcej niż przy awarii sprzed roku.

Jak informuje prezes Wód Polskich zrzut ścieków do Wisły zostanie zahamowany tylko do końca listopada tego roku, bowiem do tego czasu wojsko zobowiązało się utrzymać most pontonowy na Wiśle.

2. W warunkach zimowych nie będzie to możliwe, przed nadejściem zimy zarówno rurociąg awaryjny jak most na którym został on położony, będzie musiał być zdemontowany, żeby nie dopuścić do katastrofy budowlanej.

Wcześniej prezydent Rafał Trzaskowski zobowiązał się, że do tego czasu pod dnem Wisły zostaną „przepchane” dwie stalowe rury, które zastąpią rurociąg awaryjny ale do tej pory nie została nawet wybrana firma, która mogłaby zrealizować takie przedsięwzięcie.

Na razie „trwają rozmowy z potencjalnymi wykonawcami”, a wiec do tej pory nie nastąpił nawet wybór firmy, która jest w stanie zrealizować to skomplikowane przedsięwzięcie, co oznacza, że jego zrealizowanie w ciągu najbliższych dwóch miesięcy jest w zasadzie niemożliwe.

3. Przypomnijmy, że mimo znaczącej pomocy służb państwowych (wojska, przedsiębiorstwa Wody Polskie), władze Warszawy, a w szczególności prezydent Rafał Trzaskowski są wyraźnie niezadowolone, bo tym razem za budowę rurociągu i jego eksploatację na moście pontonowym, musi być odpowiedzialne miasto, inaczej jak rok temu, kiedy za wszystko odpowiadał rząd.

Co więcej rok temu wojsko i przedsiębiorstwo Wody Polskie wybudowali most pontonowy i rurociąg na nim razem ze zbiornikiem, z którego były pobierane ścieki w ciągu 10 dni, teraz minęły już 3 tygodnie, a ścieki z lewobrzeżnej Warszawy są kierowane cały czas do Wisły, a nie do oczyszczalni Czajka.

Już w tej chwili mamy do czynienia z podwojeniem ilości ścieków, które trafiły do Wisły w porównaniu z awarią sprzed roku, a to zagraża nieodwracalnymi zmianami zarówno w Wiśle jak i w Bałtyku.

Najprawdopodobniej dojdzie do reakcji kilku krajów nadbałtyckich, które z coraz większym zaniepokojeniem przyglądają się powiększającemu się zanieczyszczeniu wód Morza Bałtyckiego.

4. Druga już poważna awaria kolektora ściekowego pokazuje zupełną bezradność prezydenta Trzaskowskiego i jego ekipy i zachowania od ściany do ściany, z jednej strony obrażanie się na rząd, że natychmiast nie zajął się tą awarią, tak jak zrobił to rok temu, z drugiej wyciąganie ręki i prośby „rządzie ratuj”.

Wyraźnie widać swoistą szamotaninę urzędującego prezydenta, zwołuje kolejne narady ekspertów, z których nic nie wynika, a przecież doskonale wie, że „zima za pasem” i wojsko nie będzie mogło w nieskończoność utrzymywać motu pontonowego, a wtedy rurociąg awaryjny trzeba będzie rozebrać.

Nie wybranie do tej pory firmy, która wykona przecisk rur pod dnem Wisły jest proszeniem się o kłopoty już za 2 miesiące i aż dziw bierze, że prezydent Trzaskowski twierdzi, że panuje nad cała sytuacją.

  1. Prezydent Andrzej Duda mimo tego, że II jego kadencja jest już ostatnią i nie musi zabiegać o względy wyborców, od momentu zaprzysiężenia realizuje swoje zobowiązania z kampanii wyborczej.

Jeszcze podczas kampanii wyborczej prezydent skierował do Sejmu projekt ustawy o bonie turystycznym, który miał na celu nie tylko wsparcie rodzin wychowujących dzieci dodatkową kwotą 500 zł (dzieci niepełnosprawne kwotą 1 tys. zł), aby umożliwić sfinansowanie usług turystycznych, a jednocześnie wesprzeć krajowy sektor turystyczny, który ucierpiał w wyniku  pandemii Covid19.

Ustawa została szybko uchwalona przez Parlament, z bonu turystycznego jeszcze w tym sezonie skorzystało dziesiątki tysiące rodzin, do podmiotów zajmujących się turystyką popłynęły dodatkowe miliony złotych, a z bonu będzie można korzystać do wiosny 2022 roku.

  1. Na początku lipca (a więc jeszcze przed II turą wyborów) do Sejmu wpłynął prezydencki projekt ustawy o Funduszu Medycznym, powstanie takiego funduszu Andrzej Duda zapowiedział w czasie kampanii wyborczej.

Ta zapowiedź skierowania dodatkowych środków finansowych do systemu ochrony zdrowia, była reakcją na oskarżenia opozycji, w związku z przeznaczeniem przez Parlament kwoty 2 mld zł na media publiczne, mimo tego, że była to rekompensata za utratę opłat abonamentowych, z których zostali zwolnieni posiadacze radioodbiorników i telewizorów, w związku z osiągnięciem określonego wieku.

W tym tygodniu projekt ten został przyjęty przez zdecydowaną większość w Sejmie (głosowali za nim nie tylko posłowie rządzącej koalicji ale także opozycji), a w najbliższym czasie zapewne tę ustawę przyjmie także Senat.

  1. Fundusz ma służyć finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej dzieciom i młodzieży do 18 roku życia, zadań modernizacyjnych substancji materialnej ochrony zdrowia, finansowaniu leków dla indywidualnych pacjentów w ramach nowoczesnych terapii lekowych, oraz finansowaniu świadczeń udzielanych polskim pacjentom poza granicami naszego kraju, co być może ograniczy zbiorki publiczne na ten cel.

Głównym źródłem zasilania Funduszu będzie coroczna dotacja budżetowa, rocznie jego wydatki będą sięgały 4 mld zł i będą przeznaczane na 3 filary: leki i świadczenia medyczne, inwestycje i profilaktykę.

Jest także zobowiązanie, że w ciągu najbliższych 10 lat 2020-2029 z budżetu do tego Funduszu trafi 38 mld zł, co jest swoistym zobowiązaniem państwa, że będzie wsparcie funduszu ze środków budżetowych w długim okresie.

Fundusz będzie państwowym funduszem celowym jego dysponentem będzie minister zdrowia i będzie się składał z 4 subfunduszy: infrastruktury strategicznej, modernizacji podmiotów leczniczych, rozwoju profilaktyki, oraz terapeutyczno- innowacyjnego.

  1. Środki w Funduszu Medycznym będą środkami dodatkowymi na ochronę zdrowia, przypomnijmy, że środki finansowe na ochronę zdrowia w ostatnich latach gwałtownie rosną.

Na rok 2020 zostały określone aż na kwotę 110 mld zł (środki NFZ razem z dotacją budżetową), a jeżeli utrzymana zostałaby dotychczasowa praktyka, to najprawdopodobniej pod koniec roku i ta kwota zostałaby powiększona.

W porównaniu z 2015 rokiem w którym nakłady na ochronę zdrowia wyniosły 75 mld zł, a więc w ciągu 5 lat rządów Zjednoczonej Prawicy ulegną powiększeniu przynajmniej o 35 mld zł, a więc blisko o 50%, a w relacji do PKB po raz pierwszy po roku 1989 przekroczyły 5% PKB.

Według szacunków resortu finansów jeżeli nakłady w na ochronę zdrowia osiągną wysokość 6% PKB (tak jak nakazuje to ustawa przyjęta w połowie 2018 roku), to w warunkach roku 2024 Narodowy Fundusz Zdrowia dysponowałby astronomiczną kwotą 160 mld zł.

W projekcie budżetu na 2021 rok mimo negatywnych skutków pandemii dla systemu finansów publicznych, środki na ochronę zdrowia mają po raz pierwszy w naszej historii przekroczyć 5% PKB i będzie to wymagało skierowania do NFZ, który jest zasilany składką od wszystkich ubezpieczonych, także dodatkowych środków z budżetu państwa.

1. W związku z trwającymi pracami parlamentarnymi nad nowelizacją ustawy ochronie zwierząt (po uchwaleniu przez Sejm została skierowana do Senatu), pojawiło się mediach, w tym przede wszystkim tych społecznościowych, wiele wypowiedzi sugerujących, że po wygranych wyborach najpierw parlamentarnych, a niedawno prezydenckich, Prawo i Sprawiedliwość, odwraca się od wsi i rolnictwa.        

I właśnie nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt (tzw. piątka dla zwierząt) ma być tego dowodem, ba w Sejmie politycy partii opozycyjnych (głównie PSL-u i Konfederacji) pozwalali sobie na stwierdzenia, że to dopiero początek, a Prawo i Sprawiedliwość ma zakazywać kolejnych rodzajów produkcji (prezes Kosinak-Kamysz nawet twierdził, że rządzący zakażą picia mleka i jedzenia schabowego).

To wręcz Himalaje hipokryzji w ustach człowieka, który imieniu rządu wprowadzał podwyższenie wieku emerytalnego o 7 lat dla rolników i aż o 12 lat dla kobiet pracujących w gospodarstwach rolnych, a na największą w historii suszę i jej skutki w 2015 roku, w której straty rolników sięgnęły blisko 2 mld zł, jego rząd przeznaczył niecałe 0,5 mld zł.

2. Politycy Prawa i Sprawiedliwości doskonale pamiętają, że kolejne wybory wygrywamy w dużej mierze dzięki głosom uzyskanym w środowisku wiejskim ale nie przede wszystkim dlatego rządząc chcemy wspierać wieś i rolnictwo.

To w naszym programie od wielu lat znajdują się zapisy o zrównoważonym rozwoju, co przez ostatnie pięć lat konsekwentnie realizujemy, to także w naszym programie rolnym, znalazł się po raz pierwszy termin „zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego”, którym teraz posługuje się wielu polityków w UE, ba znalazł się on teraz w wielu unijnych dokumentach (po tym jak unijni rolnicy zapewnili stabilne dostawy żywności w czasie całej pandemii w krajach UE).

To dlatego, że rolnictwo było i jest naszym priorytetem zabiegaliśmy przez wiele miesięcy o stanowisko komisarza ds. rolnictwa i mimo tego jak sugeruje cały czas opozycja, że w UE nie mamy sojuszników, to przypadło ono Januszowi Wojciechowskiemu, który zna wieś i rolnictwo od podszewki.

3. Komisarz oczywiście działa na rzecz wszystkich krajów członkowskich ale jak ważne, że to stanowisko objął Polak życzliwy wsi rolnictwu przekonaliśmy się już teraz, udało mu się po wielu bojach zwiększyć środki na Wspólną Politykę Rolną (WPR) o dodatkowe ponad 20 mld euro z tego blisko 3 mld euro przypadło Polsce.

Uzyskanie tych dodatkowych środków pozwoli polskiemu ministrowi rolnictwa na przeprowadzenie wyrównania dopłat bezpośrednich dla rolników do średniej unijnej, co nie udało się naszym poprzednikom przez 15 lat członkostwa w UE.

Jak ogromne znaczenie będzie miał fakt, że komisarz d/s rolnictwa reprezentuje Polskę, będziemy dowiadywali się bardzo często już od tej jesieni, kiedy rozpocznie się wdrażanie reformy WPR i dwóch wielkich unijnych strategii „Zielonego Ładu” i „Od pola do stołu”, a Wojciechowski będzie zatwierdzał 27 krajowych planów strategicznych na najbliższe 7 lat.

4. Po tych wszystkich zabiegach na poziomie unijnym, po ogromnych środkach skierowanych na wieś zarówno wspierających produkcję rolną przez ostatnie 5 lat (między innymi ponad 2 mld zł tzw. środków suszowych), a także ponad 60 mld zł w ramach programów społecznych (500 plus, czy 13 i 14 emerytura), oskarżenia że Prawo i Sprawiedliwość, nowelizacją jednej ustawy chce wręcz zlikwidować polskie rolnictwo jest skrajnie nieuczciwe.

Rzeczywiście nowelizacja ustawy o ochronie zakazuje hodowli zwierząt na futra ale po pierwsze jest wprowadzony roczny okres na wyjście z tej produkcji, a po drugie wszystkim tym hodowcom, którzy poniosą straty zostaną zaproponowane odszkodowania albo też finansowe wsparcie na uruchomienie innej produkcji.

Trzeba przy tej okazji wyjaśnić, że hodowcy zwierząt na futra mają niewiele wspólnego z rolnictwem poza tym, że ich produkcja obywa się na wsi i ma tak ogromnie negatywny wpływ na otoczenie, że w promieniu kilku kilometrów, ceny nieruchomości są ok 50% niższe niż przed rozpoczęciem tej produkcji.

Co więcej jest to produkcja schyłkowa w całej UE, już 15 krajów jej zakazało, jej wielkość i wartość także w Polsce (mimo tego że przeniosło się tu wielu producentów np. z Holandii) z roku na rok spada, bo gwałtownie kurczy rynek zbytu na futra na całym świecie, po prostu coraz mniej osób chce używać futer naturalnych.

5. Drugie ograniczenie przewidziane w nowelizacji ustawy to zakaz uboju zwierząt bez ogłuszenia (chodzi o ubój halal i koszer bydła i drobiu) i ten zakaz jest już bezpośrednio związany z produkcją zwierzęcą.

Wprowadzenie tego zakazu nie musi mieć negatywnego wpływu na produkcję bydła i drobiu, a dobitnym dowodem, jest wzrost i to wysoki zarówno produkcji jak i eksportu takiego mięsa w latach 2013-2014, kiedy taki zakaz w Polsce obowiązywał.

Żeby nie być gołosłownym eksport wołowiny w 2012 roku wynosił 330 tys. ton (wtedy jeszcze nie było zakazu), w 2013 roku już 353 tys. ton, a w 2014 roku aż 400 tys. ton, a drobiu w tych samych latach odpowiednio 750, 800 i 900 tys. Ton.

Żadnego załamania produkcji i eksportu więc nie było, co więcej, zmienia się struktura polskiego eksportu wołowiny i drobiu, i teraz zasadniczym rynkiem jest rynek UE, w 2019 roku trafiało tam aż 91% eksportu wołowiny i ponad 71% drobiu, a do krajów muzułmańskich i Izraela ten eksport miał charakter szczątkowy.

Co więcej zakaz uboju bez ogłuszenia może być doskonałą marką promocyjną polskiego mięsa, setki milionów konsumentów na świecie jedzą mięso, ale sposób jego pozyskania nie jest im obojętny, chętnie wybiorą mięso z kraju o którym wiedzą, że nie stosuje okrutnych metod zabijania zwierząt.

6.Reasumując Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie realizuje swoje zobowiązania wyborcze, a polska wieś i rolnicy są w centrum jego zainteresowania.

W najbliższym czasie będzie procedowana ustawa o gospodarstwie rodzinnym, które jest zapisane w Konstytucji RP jako podstawa ustroju rolnego w naszym kraju i to takie gospodarstwo stanie się głównym podmiotem polityki rolnej naszego państwa.

Co więcej w świetle obydwu unijnych strategii „Zielonego Ładu” i „Od pola do stołu”, których realizacja rozpocznie się już w następnym roku, to polskie gospodarstwa rodzinne, będą centrum wsparcia ze środków WPR.

1. Wczoraj w Niemieckim Bundestagu odbyła się na wniosek Zielonych debata dotycząca zablokowania dokończenia gazociągu Nord Stream2, realizowanego przez Gazprom i wspieranego przez niemiecki rząd.

Wprawdzie kanclerz Angela Merkel wręcz od zawsze podkreśla, że jest to projekt biznesowy ale nie ulega wątpliwości, że jest on wspierany przez niemiecki rząd, a skalę tego wsparcia można było zobaczyć od momentu kiedy jego dokończenie stanęło pod znakiem zakończenia na skutek amerykańskich sankcji.

Dwa dni temu niemieckie media poinformowały, że na początku sierpnia niemiecki minister finansów Olaf Scholz zaproponował amerykańskiemu ministrowi finansów USA Stevenowi Mnuchinowi wsparcie kwotą 1 mld euro budowy dwóch terminali do odbioru amerykańskiego gazu ziemnego (LNG).

Odebrano to jako swoistą próbę przekupstwa amerykańskiego rządu aby ten nie wprowadzał kolejnych sankcji na przedsiębiorstwa uczestniczące w inwestycji Nord Stream2 i pozwolił ją dokończyć.

2. Mimo presji na Niemcy ze strony wielu polityków europejskich szczególnie po próbie zamordowania Navalnego przez rosyjskie służby specjalne, okazuje się że większość partii zasiadających w Bundestagu, chce dokończenia Nord Stream2.

Tylko reprezentanci Zielonych bardzo twardo domagali się zaprzestania wspierania tej inwestycji przez niemiecki rząd, reprezentanci pozostałych ugrupowań, włącznie z rządzącymi CSU-CDU i SPD, twierdzili że inwestycję trzeba dokończyć.

Ba jak widać z opisanej wyżej propozycji niemieckiego ministra finansów skierowanej do Amerykanów, chcą nawet dołożyć pieniądze publiczne, aby można było Nord Stream2 dokończyć.

3. Wydaje się, że jedyna realna nadzieja na zablokowanie Nord Stream 2, to działania amerykańskie, które w ostatnich miesiącach są zintensyfikowane.

Przypomnijmy, że przed Świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę zawierającą sankcje na wszystkie firmy uczestniczące w budowie gazociągu Nord Stream2 i natychmiast szwajcarska firma Allseas ogłosiła, że wstrzymuje prace przy jego budowie.

Jej dwa specjalistyczne statki układające rury tego gazociągu na dnie Bałtyku „Pioneering Spirit” i „Solitaire”, zaprzestały prac, a firma ogłosiła w komunikacie, że oczekuje niezbędnych wyjaśnień prawnych od instytucji amerykańskich.

Do tej firmy napisali podobny list amerykańscy senatorowie, komunikując wprost, że jeżeli po podpisaniu ustawy o sankcjach przez prezydenta Trumpa, będzie ona dalej pracowała przy układaniu gazociągu „przedsiębiorstwo stanie w obliczu dotkliwych i potencjalnie zagrażających jego egzystencji sankcji prawnych i gospodarczych”.

4. Z kolei na początku lipca tego roku Departament Stanu USA zniósł klauzulę, która chroniła Nord Stream2 przed sankcjami wynikającymi z wcześniej przyjętej Ustawy o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje (CAATSA).

Wtedy sekretarz Stanu Mike Pompeo powiedział, że jest to jasne ostrzeżenie dla firm zaangażowanych w projekty budowy rosyjskich gazociągów przy czym rozumie się to bardzo szeroko (a więc dotyczy nie tylko firm bezpośrednio budujących ale także firm dostarczających materiały do tej budowy, a nawet porty w których przebywają statki przy pomocy których gazociąg jest budowany).

I znowu trzej amerykańscy senatorowie zwrócili się z listem do Fahrhafen Sassnitz GmbH, zarządcy niemieckiego portu w Sassnitz i Murkan, będącego centrum logistycznym budowy Nord Stream2.

W liście tym ostrzegają że dalsza kontynuacja współpracy z rosyjską spółką Nord Stream2, spowoduje nieodwracalne szkody dla portu i miasta i dodają, „że list ten jest ostatnim ostrzeżeniem i należy go traktować jako formalna notę prawną”.

Być może próba otrucia Nawalnego będzie dodatkowym argumentem także dla Amerykanów aby dołożyć wszelkich starań aby Nord Stream2, nie powstał.

1. W tym tygodniu Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w którym wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalono na poziomie 2800 zł (brutto), a minimalnej płacy godzinowej w wysokości 18,30 zł.

Przypomnijmy, że pod koniec lipca Rada Ministrów podjęła decyzję o zaproponowaniu płacy minimalnej na 2021 rok w wysokości 2800 zł i minimalnego wynagrodzenia godzinowego w wysokości 18,30 zł.

Następnie ta propozycja trafiła do Rady Dialogu Społecznego (RDS), w której zasiadają przedstawiciele rządu, związków pracodawców i związków zawodowych i do połowy sierpnia musiała ona podjąć decyzję w tej sprawie.

Ponieważ kompromisu, trzech stron zasiadających w RDS nie było, to Rada Ministrów w drodze rozporządzenia do 15 września tego roku miała określić wysokość minimalnego wynagrodzenia i minimalnej stawki godzinowej i właśnie taka decyzję ostatecznie podjęła.

2. Przypomnijmy także, że zgodnie z ustawą o minimalnym wynagrodzeniu, płaca minimalna na rok 2021 powinna wzrosnąć o 4,5% a więc do 2716 zł (czyli wzrosnąć przynajmniej o 116 zł), rząd zdecydował się ją podnieść o 200 zł, a minimalną płacę godzinową o 1,30 zł z 17 zł do 18,30 zł.

Oznacza to wzrost płacy minimalnej o 7,7%, a płaca minimalna będzie stanowiła, aż 53,2% planowanego średniego wynagrodzenia w gospodarce (po raz pierwszy przekroczy wyraźnie 50% średniego wynagrodzenia).

Część pracodawców domagała się wręcz zamrożenia minimalnego wynagrodzenia na poziomie z roku 2020, uzasadniając to pandemią kornawirusa i jej negatywnymi skutkami dla rynku pracy.

Inna część uważała, że podwyżka powinna wynieść tylko tyle ile wynika z ustawy, z kolei przedstawiciele „Solidarności” publicznie twierdzili, że podwyżka płacy minimalnej powinna wynieść przynajmniej 200 zł, a OPZZ chciałby podwyżki tej płacy do 3,1 tys. zł.

3. Zjednoczona Prawica miała do czasu pandemii koronawirusa jeszcze ambitniejsze plany jeżeli chodzi o kształtowanie minimalnego wynagrodzenia w gospodarce w najbliższych kilku latach.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński na konwencji programowej we wrześniu 2019 roku w Lublinie zapowiedział podniesienie płacy minimalnej w gospodarce do 3 tys. zł (brutto) na koniec 2020 roku (a więc mającej obowiązywać od 1 stycznia 2021) i 4 tys. zł (brutto) na koniec 2023 roku (a więc mającej obowiązywać od 1 stycznia 2024 roku).

Te zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego dotyczące wzrostu płacy minimalnej były kontynuacją procesu podwyżki tej płacy od momentu utworzenia rządu przez Prawo i Sprawiedliwość na jesieni 2015 roku.

Przypomnijmy także, że rozpoczynaliśmy od płacy w wysokości 1750 zł w 2015 roku, a w roku 2020 wyniosła już 2600 zł (17 zł w wymiarze godzinowym), jest więc wyższa aż o 850 zł, czyli blisko o 50%.

Podniesienie płacy minimalnej do 4 tys. zł w 2023 roku czyli na koniec drugiej kadencji rządzenia, oznaczałoby, że w ciągu dwóch kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości płaca minimalna wzrosła aż o 2250 zł (a więc o prawie 230 %).

A więc ze względu na pandemię kornawirusa i jej skutki dla polskiej gospodarki, wzrost płacy minimalnej będzie jednak trochę wolniejszy, co oznacza, że na rok 2021 płaca minimalna będzie niższa niż jeszcze do niedawna przewidywano.

4. Także prezydent Andrzej Duda w swojej kampanii wyborczej, zapowiadał szybki wzrost płac w Polsce podczas następnej kadencji jeżeli zostanie wybrany.

Określił on wtedy wyzwania płacowe w taki sposób, że na koniec jego II kadencji płaca minimalna powinna wynosić równowartość ok.1000 euro, a płaca średnia ok. 2000 tysiące euro.

Realizacja tego wyzwania jest jednak możliwa jeżeli polska gospodarka szybko wróci na ścieżkę wzrostu, a prognozy najważniejszych instytucji finansowych i Komisji Europejskiej, są w tej sprawie optymistyczne.

Polska gospodarka po spadku PKB w 2020 roku (wg GUS ma on wynieść około -4,6% ale ostatnio kilka banków przedstawiło swoje prognozy, że będzie to spadek od -2,4 do -2,8% ), w 2021roku ma wzrastać w tempie przekraczającym 4% PKB, w kolejnych latach ten wzrost ma się utrzymywać na podobnym poziomie, a uwzględniając napływ środków europejskich (ponad 770 mld zł w latach 2021-2027) i ich pozytywny wpływ ma poziom inwestycji publicznych, ten wzrost może być jeszcze szybszy.

Jest więc duża szansa, że w najbliższych latach także wynagrodzenia w polskiej gospodarce będą rosły w szybkim tempie, w tym także wynagrodzenie minimalne i minimalne wynagrodzenie godzinowe.