1. Jak poinformowały media samorządy dużych miast – Łodzi, Białegostoku, Katowic, Lublina, Bydgoszczy, Krakowa, Poznania, Rzeszowa, Wrocławia i Warszawy, wystosowały pisma do ministerstwa finansów o zwrot kwoty około 100 mln zł, jak szacują to są koszty wprowadzenia reformy oświaty.

 

Samorządowcy twierdzą, że rząd deklarował, że samorządy „nie dołożą” do reformy oświaty, natomiast duże miasta takie koszty już poniosły i w związku z tym domagają się stosownych rekompensat.

 

Co więcej protestujący samorządowcy w całości pochodzący z Koalicji Europejskiej grożą, że jeżeli resort finansów na te wystąpienia nie zareaguje, to wystąpią do sądu z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa.

 

2. Samorządowcy, prezydenci dużych wymienionych wyżej miast chyba jednak zapomnieli, że ostatnie 4 lata to dodatkowe wpływy z podatków PIT i CIT na około 25 mld zł, przy czym duża część tej kwoty trafiła i jeszcze trafi w tym roku właśnie do budżetów dużych miast.

 

Dla porównania w latach 2008-2015, a więc w ciągu 8 lat rządów PO-PSL wzrost dochodów samorządów z tytułu udziałów w PIT i CIT wyniósł 12 mld zł, a w ciągu 4 lat rządów PiS aż o blisko 25 mld zł, a więc jest ponad 2-krotnie większy, a uwzględniając czas aż 4-krotnie większy.

 

3. Przypomnijmy, że w ostatnich 3 latach wyglądał wzrost wpływów z obydwu podatków dochodowych, podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) i podatku dochodowego od osób prawnych (CIT).

 

W ostatnich latach rządów Platformy wpływy z CIT osiągnęły poziom około 30 mld zł (razem z udziałami jednostek samorządu terytorialnego), w budżecie 2018 roku była to kwota wynosząca blisko 45 mld zł (razem z udziałami jest i to pomimo obniżenia stawki podatkowej do 15%), a więc wpływy były o 15 mld zł większe.

 

Z kolei wpływy z PIT w ostatnich latach rządów Platformy wynosiły około 80 mld zł (razem z udziałami samorządów) w roku 2018 wyniosły około 120 mld zł (razem z udziałami samorządów), a więc wzrosły w ciągu 3 lat aż o 40 mld zł.

 

Na rok 2019 wpływy z CIT zostały zaplanowane na poziomie 45 mld zł (razem z udziałami samorządów), ponieważ jednocześnie wchodzi w życie obniżka stawki tego podatku do 9%, a wpływy PIT na poziomie 129 mld zł (także z udziałami samorządów).

 

4. Ponieważ samorządy mają duże udziały we wpływach z obydwu podatków dochodowych (CIT i PIT), to wzrost wpływów z obydwu tych tytułów w ciągu ostatnich 3 lat o ponad 55 mld zł w sporej części trafił do gmin, powiatów i samorządów województw.

 

Przypomnijmy tylko, że wszystkie samorządy mają blisko 50% udziały w PIT, dokładnie 49,74%, z tego największa część przypada na gminy-37,89%, powiaty mają udziały w wysokości 10,25%, a samorządy województw 1,6%.

 

Z kolei w CIT łączne udziały samorządów wynoszą blisko 23%, dokładnie 22,86%, z tego na gminy przypada 6,71%, na powiaty 1,4%, a na samorządy województw 14,75% od wpłat przedsiębiorstw mających osobowość prawną i siedzibę na terenie danej jednostki samorządu terytorialnego.

 

5. W roku 2016 wpływy z CIT były wyższe o 2 mld zł niż roku 2015 co oznacza, że do samorządów wpłynęło o 0,5 mld zł więcej, w 2017 wpływy z były wyższe o 4 mld zł, czyli do samorządów wpłynęło o około 1 mld zł więcej, z kolei w roku 2018 wpływy z CIT wzrosły o blisko 5 mld w stosunku do roku ubiegłego, a więc do samorządów trafi o 1,2 mld zł więcej.

 

A więc tylko z tytułu wzrostu wpływów CIT do samorządów trafiło w ciągu ostatnich 3 lat około 3 mld zł więcej.

 

Ponieważ samorządy mają blisko 50% udział w PIT, to z tego tytułu przyrost wpływów do budżetów jednostek samorządu terytorialnego był jeszcze wyższy niż w przypadku CIT.

 

Wpływy z PIT w roku 2016 były wyższe o 6 mld zł niż w roku 2015 to oznacza, że samorządy otrzymały dodatkowo 3 mld zł, w roku 2017 wpływy te były o 9 mld zł wyższe niż w roku poprzednim, a wiec do samorządów trafiło z tego tytułu o 4,5 mld zł więcej, wreszcie w 2018 roku te wpływy były aż o 16,5 mld zł wyższe, a więc do samorządów trafi z tego tytułu dodatkowo ponad 8,2 mld zł, sumarycznie przez 3 lata o 16 mld zł więcej.

 

W roku 2019 udziały dla samorządów będą wyższe od tych z 2018 roku przynajmniej o 1 mld zł z CIT i kolejne 5 mld z PIT, co oznacza, że przez 4 lata rządów PiS do samorządów trafi około 25 mld zł więcej niż w roku 2015.

 

6. Oczywiście należy pamiętać, że te dodatkowe wpływy podatkowe, które trafiły do samorządów z tytułu CIT i PIT w latach 2016-2019, łącznie w kwocie przynajmniej 25 mld zł (4 mld z CIT i 21 mld zł z PIT), nierówno rozkładają się pomiędzy różne kategorie samorządu, występuje także silne zróżnicowanie między nimi.

 

Te, na których terenie mieszka więcej osób płacących podatek PIT i funkcjonuje więcej podatników podatku CIT, osiągają z tego tytułu wyższe przyrosty dodatkowych wpływów, te gdzie jednych i drugich jest mniej oczywiście przyrosty niższe.

 

Ale mimo tego zastrzeżenia, nie ulega wątpliwości, że wszystkie jednostki samorządu terytorialnego w ciągu ostatnich 4 lat osiągną dodatkowe wpływy podatkowe w wysokości prawie 25 mld zł, co oznacza, że korzystają one mocno z koniunktury gospodarczej i uszczelniania systemu podatkowego.

 

Występowanie więc przez duże miasta do ministra finansów o zwrot 100 mln zł w związku z reformą oświaty, w sytuacji kiedy przez 4 lata uzyskało się do swojego budżetu dodatkowe miliardy jest zwyczajną małostkowością i kolejnym przejawem walki samorządowców wywodzących z obecnej opozycji z rządem Prawa i Sprawiedliwości.

1. Po raz kolejny do Polski zjechał do Warszawy przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, tym razem na dawno  zapowiadany przez totalną opozycję jako ogromne wydarzenie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego  „Marsz Polska w Europie”.

Ten marsz był nie tylko długo zapowiadany ale i mocno reklamowany przez sprzyjające opozycji media ( między innymi TVN, Gazeta Wyborcza) , a także licznych celebrytów, którzy w tym celu nagrali specjalne filmiki emitowane przez ostatnie tygodnie w mediach społecznościowych.

Mimo tych ogromnych przygotowań i doskonałej pogody (wprawdzie wcześniej  padał deszcz ale od godziny 10-tej w Warszawie było słonecznie i bardzo ciepło),marsz skończył się frekwencyjną klapą, zgromadził w szczycie około 7 tysięcy uczestników ( taką liczbę uczestników podała warszawska policja).

Jeżeli 5 partii politycznych i kilka stowarzyszeń tworzących Koalicję Europejską zapowiadając od kilku tygodni udział  w tym wydarzeniu między innymi Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego, potrafi przyciągnąć na nie  tylko taką liczbę uczestników, to wyraźnie widać ,że liderzy nie mają już żadnej mocy sprawczej, a i spodziewany przekaz nie jest też za bardzo atrakcyjny.

2. Kulminującym punktem wczorajszego marszu zakończonego na Placu Konstytucji miały być wystąpienia przywódców partii politycznych tworzących Koalicję Europejską, no i wystąpienie przewodniczącego Rady  Donalda Tuska.

Już jego „wykład” sprzed dwóch tygodni wygłoszony na Uniwersytecie Warszawskim pokazał, że „król jest nagi”.

Wprawdzie Tusk jako wysoki unijny urzędnik powinien być neutralny, a więc zachowywać równy dystans do każdego kraju członkowskiego ale w zasadzie od momentu kiedy w Polsce władzę objął rząd Prawa i Sprawiedliwości, były premier nie szczędzi mu słów krytyki.

Parokrotnie próbował już bezpośrednio wpływać na przebieg wypadków w Polsce, tak jak wtedy w grudniu 2016 kiedy trwały intensywne protesty KOD po Sejmem, totalna opozycja okupowała salę plenarną, Donald Tusk mówił we Wrocławiu o „polskich grudniach” ,chyba licząc na to że ten może mieć podobny przebieg.

Wtedy on jako „unijny namiestnik” mógłby być arbitrem w rozstrzygnięciu sporu pomiędzy rządem i opozycją, a głównym pomysłem byłoby oddanie władzy przez rządzących aby nie powodować dalszej eskalacji konfliktu.

3. Nie wyszło wtedy, nie wyszło jeszcze kilka innych razy ale co jakiś czas Tusk wizytami w Polsce i przemówieniami kierowanymi do swoich zwolenników, testuje czy powstają warunki, które umożliwiłby mu powrót do krajowej polityki.

Czas nagli, na jesieni kończy się definitywnie jego druga 2,5-letnia kadencja na stanowisku przewodniczącego Rady, a ponieważ wpływy jego promotorki Angeli Merkel w UE znacznie osłabły, nie ma szans na nowe stanowisko, na którym można by było na niczym się nie znać, nie bardzo się wysilać ale jednak zarabiać duże pieniądze.

Trzeba więc wracać, a ponieważ cały czas jego otoczenie za granicą i w kraju „pompuje” jego ego, że może być „wyzwolicielem na białym koniu”, to sprawdza, czy ten czas aby nie nadszedł.


4. Wczoraj także próbował porwać wspomniane „tłumy”, atakiem na obecny rząd straszeniem PiS-em i jawnym już zaangażowaniem politycznym po stronie obecnej opozycji, ale i tym razem także, wypadło to blado.

Nawet mówienie o prezesie i ajatollahu i sugestie, że chce wprowadzić w Polsce państwo wyznaniowe, nie wywołało jakiegoś specjalnego entuzjazmu ani gości na scenie ani tych stojących przed sceną.

Bardzo razi wręcz „zacietrzewienie” polityczne Donalda Tuska, żaden tak wysoki unijny urzędnik przed nim, a prawdopodobnie i po nim nie posunął i nie posunie się tak daleko, na długo pozostanie przykładem, jak nie powinien zachowywać się przewodniczący Rady Europejskiej.

1. Przewodniczący Platformy Grzegorz Schetyna na kolejnych konwencjach Koalicji Europejskiej, próbuje obciążyć Prawo i Sprawiedliwość odpowiedzialnością za mniejsze środki dla Polski w propozycji budżetu UE na lata 2021-2027, przedłożonego w maju poprzedniego roku przez Komisję Europejską, ale wina za ten stan rzeczy leży ewidentnie po stronie ludzi Platformy, komisarz Elżbiety Bieńkowskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska.

 

Schetyna chce się zabrać za negocjowanie większego unijnego budżetu dla Polski na lata 2021-2027, przy czym już na początku zapomniał poinformować, że pod tym niekorzystnym projektem dla naszego kraju (szerzej niekorzystnego dla wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej), podpisała się komisarz z Polski- Elżbieta Bieńkowska, która wprawdzie członkiem PO teraz nie jest ale była ministrem, a nawet wicepremierem w rządzie PO-PSL i senatorem z ramienia tej partii.

 

 

Rzeczywiście KE w maju poprzedniego roku przedstawiła mniejszy budżet na lata 2021-2027, niż ten obecny, motywując to brakiem składki W. Brytanii, która rozpoczęła proces wychodzenia z UE.

 

Rzeczywiście W. Brytania była tzw. płatnikiem netto (płaciła do budżetu UE więcej niż z niego otrzymywała, a ta różnica wynosiła rocznie około 13 mld euro więc w 7-letnim kolejnym budżecie zabraknie przynajmniej 90 mld euro brytyjskiej składki.

 

 

2. Okazuje się, po przejrzeniu protokołów z posiedzeń Komisji Europejskiej, które można odszukać na jej stronie internetowej, w dwóch z nich których znajdują się zapisy poświęcone debacie nad projektem budżetu UE na lata 2021-2027.

 

 

Ani w protokole posiedzenia Komisji Europejskiej z 10 stycznia 2018, ani w kolejnym z 14 lutego, gdzie omówiona jest debata nad budżetem, nie ma odnotowanego głosu komisarz Elżbiety Bieńkowskiej, która protestowałaby, w sprawie zaproponowanego mniejszego budżetu dla Polski.

 

Jeżeli komisarz rekomendowany przez Platformę, w sprawie tak fundamentalnej z punktu widzenia polskich interesów, zdecydowanie się o nie nie upomina, to przerzucanie odpowiedzialności za ten stan rzeczy przez Grzegorza Schetynę na rząd Prawa i Sprawiedliwości jest skrajnie nieuczciwe.

 

3. Na szczęście jednak negocjacje budżetowe na poziomie rządowym, dopiero się zaczynają, być może kraje członkowskie zdecydują się jednak „zasypać” tę dziurę po Brytyjczykach dodatkowymi wpłatami, być może pojawi się po stronie dochodowej budżetu tzw. podatek cyfrowy od wielkich firm tego sektora, które unikają płacenia w Europie podatku dochodowego, bo nauczyły się tak budować koszty swych europejskich filiach, że nie wykazują one dochodu.

 

 

Gdyby ta się stało budżet będzie większy i w konsekwencji także koperty dla Polski zarówno dotyczące funduszy spójności czy wspólnej polityki rolnej, będą jednak zawierały wyższe kwoty niż te zaproponowane do tej pory przez KE.

 

 

Premier Morawiecki doskonale sobie w tych negocjacjach budżetowych radzi, to właśnie on zaproponował wprowadzenie podatku cyfrowego od wielkich korporacji i ma w tej sprawie wsparcie premierów wielu państw.

 

Co więcej w Polsce odbyło się niedawno spotkanie tzw. klubu przyjaciół spójności do którego należy aż 16 państw UE (zarówno z Europy Środkowo-Wschodniej jak i Europy Zachodniej) i które zdecydowanie sprzeciwiają zmniejszeniu w przyszłym unijnym budżecie środków na fundusz spójności.

 

 

4. Grzegorz Schetyna okazuje się więc kompletnie niewiarygodny w tej swojej ofercie wynegocjowania w UE o 100 mld zł dodatkowych środków, ba okazuje się że to komisarz wywodząca się z PO- Elżbieta Bieńkowska, odpowiada za te niekorzystne propozycje dla naszego kraju.

 

 

Himalaje hipokryzji Grzegorza Schetyny i kompletny brak wiarygodności kierowanej przez niego partii to przypadłości, które wyborcy dostrzegają i dlatego poparcie dla KE od kilku tygodni nie rośnie.

1. Wczoraj minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował na konferencji prasowej, że w przyszłym tygodniu złoży do Sejmu propozycję zmian w planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), polegającą na zwiększeniu wydatków jeszcze w tym roku do kwoty 100 mld zł.

Przypomnijmy, że plan finansowy NFZ przyjęty na początku tego roku po stronie wydatkowej miał kwotę 97,6 mld zł czyli 4, 92 % PKB i była to kwota aż o 7,6 mld zł większa niż wydatki w roku 2018.

Wzrost wydatków do kwoty 100 mld zł oznacza, że rząd w drugiej połowie roku chce przeznaczyć na ochronę zdrowia dodatkowe 2,4 mld zł, a to stworzy możliwość między innymi poszerzenia możliwości leczenia onkologicznego, a także rozszerzenie programu leczenia udaru metodą mechaniczną.

2. Wcześniej rząd zdecydował, że od 1 kwietnia tego roku że od 1 kwietnia tego roku diagnostyka przy użyciu tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, a także zabiegi usuwania zaćmy, są finansowane bez limitów, które to do tej pory obowiązywały.

To ważna decyzja resortu zdrowia, bo co raz częściej w przypadku wielu chorób diagnostyka przy pomocy tomografii, czy rezonansu, to podstawa właściwego procesu leczenia pacjentów.

Z kolei zniesienie limitów finansowych na zabiegi usuwania zaćmy, w ciągu najbliższych miesięcy powinno zlikwidować kolejki do tych zabiegów, co więcej zahamuje także „turystykę” w tym zakresie, szczególnie do Czech, gdzie te zabiegi są droższe niż w Polsce.

Ta decyzja ministra zdrowia jest konsekwencją wzrostu nakładów na ochronę zdrowia wyrażanych w procentach PKB ale także wzrostu płac i w konsekwencji wzrostu wpłat składek do Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

3. Przypomnijmy, że w lipcu 2018 roku znowelizowano ustawę o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, a jej istotą jest zwiększenie środków publicznych na finansowanie ochrony zdrowia w Polsce z 4,5% PKB w roku 2017 do 6% PKB w roku 2025, a więc o 1,5 % PKB w ciągu najbliższych 8 lat.

Już w 2018 roku ten poziom finansowania wzrósł do 4, 78% PKB; w roku 2019 ma wynieść 4,86% PKB; w 2020 roku – 5,03% PKB; w 2021 roku -5,30% PKB; w 2022 roku-5,55% PKB; w 2023 roku -5,80% PKB, w 2024 roku – przynajmniej 6% PKB, a więc chodzi o coroczny wzrost finansowania ochrony zdrowia o około 0,2% PKB z roku bieżącego.

Przypomnijmy, że 1% PKB w warunkach roku 2019 wyniesie już ponad 20 mld zł, więc dodatkowe środki przeznaczone na ochronę zdrowia osiągną kwotę przynajmniej 4 mld z tytułu samego wzrostu poziomu finansowania , a ponieważ urośnie i wartość PKB, to te nakłady na ochronę zdrowia będą jeszcze wyższe.

4. .Przypomnijmy także, że dodatkowa kwota środków na ochronę zdrowia, jest planowana corocznie w ustawie budżetowej i będą one w postaci dotacji przekazywane do Narodowego Funduszu Zdrowia, powiększając środki zebrane przez Fundusz ze składek.

Jednocześnie środki finansowe odpowiadające wzrostowi nakładów na dany rok w porównaniu z rokiem poprzednim w pierwszej kolejności będą przeznaczane na świadczenia zdrowotne określone na każdy rok w drodze rozporządzenia wydawanego przez ministra zdrowia.

Przygotowując to rozporządzenie minister zdrowia ma się kierować koniecznością zapewnienia dostępności do określonych świadczeń z uwzględnieniem list oczekujących, a także zapewnieniem świadczeń opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom w ciąży, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku, wreszcie powinien brać pod uwagę także wnioski płynące z mapy potrzeb zdrowotnych.

Po ogłoszeniu wczorajszej decyzji widać, że minister zdrowia korzysta z możliwości powiększenia wydatków na ochronę zdrowia w ciągu roku budżetowego, a ponieważ poprzednia decyzja wyraźnie skróciła kolejki do zabiegów usuwania zaćmy (z 500 tys. oczekujących kolejka zmalała do 70 tysięcy pacjentów), wyraźnemu skróceniu uległy także kolejki do badań tomografem i rezonansem, zdecydował się na powiększenie wydatków przede wszystkim na poszerzenie możliwości leczenia onkologicznego.

1. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, tak jak zostało to zapowiedziane w tzw. piątce Kaczyńskiego, szybko przygotował nowelizację ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, polegającą na zniesieniu progu dochodowego w odniesieniu do pierwszego dziecka,

 

 

Nowelizacja ta została przyjęta w poprzednim tygodniu przez Sejm, w tym tygodniu ustawę bez poprawek przyjął Senat, i od dzisiaj czeka ona już tylko na podpis prezydenta, co oznacza, że będzie dostatecznie dużo czasu, żeby samorządy przygotowały się do jej wdrożenia i mogła ona wejść w życie od 1 lipca 2019 roku.

 

Po rozszerzeniu programu Rodzina 500 plus, zostanie nim objęte aż 6,8 mln dzieci do 18. roku życia, czyli o blisko 3,2 mln dzieci więcej, niż do tej pory (obecnie świadczenia dotyczą 3,6 mln dzieci).

 

 

2. Przypomnijmy, że program Rodzina 500 plus wszedł w życie 1 kwietnia 2016 roku, a więc zaledwie pół roku po powstaniu rządu Prawa i Sprawiedliwości, a świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie rodzice otrzymują niezależnie od poziomu dochodu na drugie i każde kolejne dziecko do ukończenia przez nie 18 roku życia.

 

Wsparcie w wysokości 500 zł przysługiwało także na pierwsze dziecko, ale pod warunkiem, że dochód na członka rodziny nie przekraczał 800 zł, a w przypadku rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym 1200 zł.

 

Jak podkreśliła minister Rafalska na konferencji prasowej przez 3 lata funkcjonowania programu z budżetu państwa wydatkowano kwotę 70 mld zł, a z tego świadczenia korzysta blisko 3,6 mln dzieci.

 

3. Według statystyk przeprowadzonych na koniec 2018 roku wynika, że programem było objętych 55 proc. wszystkich dzieci do18 roku życia, przy czym w gminach wiejskich było to aż 63 proc. dzieci, w gminach miejsko-wiejskich 58 proc. dzieci i w gminach miejskich 48 proc. dzieci, co tylko potwierdza, że do tej pory najwięcej wielodzietnych niezamożnych rodzin funkcjonowało w środowisku wiejskim.

 

 

Struktura wsparcia rodzin wychowujących dzieci finansowanych z programu Rodzina 500 plus, nie zmieni się także w tym roku, co oznacza, że znaczna część jego środków będzie trafiała do rodzin wiejskich.

 

Przypomnijmy także, że wg danych GUS) w roku 2017 zarejestrowano w Polsce 403 tysiące urodzeń, to jest o około 20,8 tysięcy więcej niż w roku 2016, w 2018 liczba urodzeń wyniosła blisko 389 tysięcy, a wskaźnik dzietności wzrósł z 1,29 w roku 2015 do 1,45 w roku 2018.

4. Przy tej okazji należy przypomnieć, że według prognozy GUS przygotowanej w 2014 roku, a więc ponad rok przed powstaniem rządu Prawa i Sprawiedliwości i zapowiedzią wprowadzenia programu Rodzina 500plus, liczba urodzeń w kolejnych latach miała maleć.

 

Według tej prognozy w roku 2015 spodziewano się około 354 tysięcy urodzeń, w roku 2016 tylko 349 tysięcy, a w roku 2017 blisko 346 tysięcy, czyli o blisko 10 tysięcy mniej niż dwa lata wcześniej.

 

W rzeczywistości zaś już w roku 2015 odnotowano 370,4 tysiąca urodzeń, a więc o ponad 16 tysięcy więcej niż przewidywano rok wcześniej, w roku 2016 było 383,4 tysiąca urodzeń, a więc o ponad 34 tysiące więcej, w 2017 roku mieliśmy 403 tysiące urodzeń, a więc o ponad 57 tysięcy więcej, a w 2018 roku także około 50 tysięcy urodzeń więcej niż w prognozie GUS z 2014 roku.

 

5. Po ponad 3 latach funkcjonowania programu można więc powiedzieć, że nie tylko spowodował on „wyciągnięcie” rodzin wychowujących z biedy często biedy skrajnej, ale także spowodował odwrócenie spadkowej tendencji w urodzeniach.

 

Podniesienie wskaźnika dzietności o blisko 0,3 i to w ciągu zaledwie 3 lat jest wydarzeniem bez precedensu we współczesnej Europie i potwierdza, że program bardzo silnie wsparł dzietność w naszym kraju.

 

Premier Morawiecki podsumował go w następujący sposób „Program Rodzina 500 plus jest nie tylko programem prorodzinnym, ale także propaństwowym, państwo polskie, które odkłada na bok rodziny, to nie jest państwo z sercem, a my budujemy państwo z sercem, państwo dla wszystkich rodzin”.