Duńczycy mogą zatrzymać Nord Stream2

  1. Portal Biznesalert.pl opublikował informację, z której wynika, że rządowa instytucja - Duńska Agencja Energetyczna (DEA), może zatrzymać rosyjsko-niemiecką inwestycję Nord Stream2.

 

Otóż w związku z ratyfikacją umowy kończącej spór terytorialny pomiędzy Polską i Danią o obszar morski na południe od Borholmu, wspomniana DEA zażądała od inwestora, czyli spółki Nord Stream2 AG, pełnej oceny oddziaływania na środowisko gazociągu, przebiegającego przez ich wody terytorialne.

 

Rosyjska spółka już wie, że Dania nie wyrazi zgody na tzw. północny przebieg gazociągu w swojej wyłącznej strefie ekonomicznej i w związku z rosyjską propozycją innego przebiegu gazociągu tzw. szlakiem południowym na wodach terytorialnych Danii, oczekuje od Rosjan nowej oceny oddziaływania tej inwestycji na środowisko.

 

  1. Przebieg Nord Stream2 tzw. szlakiem południowym (przez wody terytorialne) pozwala Danii na ocenę rosyjskiego wniosku nie tylko ze względu na oddziaływanie na środowisko, ale także punktu widzenia polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

 

Wcześniej władze Danii bardzo ostro oceniały działania Rosji na Ukrainie, stwierdzając nawet, „że działania te nie leżą w generalnym interesie Danii” oraz że ocena projektu Nord Stream2 zostanie dokonana z uwzględnieniem tego, „co się dzieje w Rosji i jak traktuje ona Ukrainę”.

 

Wszystko, więc wskazuje na to, że Dania nie tylko ma zamiar wydać decyzję negatywną w sprawie Nord Stream2, co więcej upłynie sporo czasu zanim ją wyda, ponieważ przebieg gazociągu będzie konsultowała z Polską w związku zawartą umowy o przebiegu granicy morskiej pomiędzy obydwoma krajami.

 

  1. Przypomnijmy, że w połowie lipca 2018 roku, tuż przed szczytem NATO prezydent USA Donald Trump powiedział między innymi „to bardzo smutne, że Niemcy robią ogromne interesy w zakresie ropy i gazu z Rosją, w czasie, kiedy powinni się chronić przed Rosją”.

I dalej „Chronimy Niemcy, Francję i wszystkie te inne kraje przed Rosją, a oni idą i robią interesy, płacąc miliardy, miliardy dolarów do rosyjskiego budżetu”.

 

I dla kontrastu przedstawił postępowanie Polski „mamy taki kraj jak Polska, który nie przyjmie rosyjskiego gazu, są też inne kraje, które go nie przyjmują, bo nie chcą być zniewolone przez Rosję, a Niemcy są dla mnie zniewolone przez Rosję, bo dostają tak dużo swojej energii z Rosji”.

 

I dodał „były niemiecki kanclerz jest na czele rosyjskiej spółki energetycznej - to jest niewłaściwe, my mamy chronić Niemcy w czasie, gdy oni podpisują z Rosją umowę na budowę kolejnego gazociągu- to nie jest w porządku”.

 

  1. Do tej pory nikt tak jasno nie mówił o „standardach”, jakie Niemcy przyjęły i konsekwentnie je realizują zarówno w Unii Europejskiej, a teraz jak się okazuje także w ramach NATO.

 

Już obecnie rosyjski gaz stanowi blisko 40%, ropa naftowa -35%, węgiel kamienny 25% całego niemieckiego zużycia, a przecież jest już bardzo blisko do realizacji kolejnego gazociągu - Nord Stream 2, więc dostawy rosyjskiego gazu do Niemiec jeszcze bardziej wzrosną.

 

Tak ogromne zakupy rosyjskich surowców energetycznych oznaczają, że z Niemiec do rosyjskiego budżetu są pompowane dziesiątki miliardów dolarów, których część Rosja przeznacza na budowanie swojej potęgi militarnej.

 

  1. Co więcej jeszcze do niedawna, Niemcy nie chciały przyjąć do wiadomości, że realizując razem z Rosją gazociąg Nord Stream 2, nie tylko niszczą solidarność energetyczną Unii Europejskiej, ale także czynią Ukrainę zakładnikiem gazowym Rosji.

 

Wprawdzie kanclerz Merkel będąc w 2018 roku w Polsce przyznała, że być może Nord Stream 2 może zaszkodzić Ukrainie, ale w dalszym ciągu upierała się, że jest to przede wszystkim projekt komercyjny.

 

Skoro Niemcy wręcz „stają na głowie”, żeby Nord Stream2 powstał, to być może mała Dania, poprzez sprzeciw dotyczący jego przebiegu przez swoje wody terytorialne, będzie w stanie tę inwestycje zatrzymać.